Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 19 września 2013

76.47 RAZY

PRZEMYSŁAW WECHTEROWICZ
„PROSZĘ MNIE PRZYTULIĆ”
AGENCJA EDYTORSKA EZOP, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁA EMILIA DZIUBAK

Jednego dnia postanowiłam sprawdzić i policzyłam. 47 razy.
Tyle było przytulasów między mną a Majką.
Ale to było zanim wróciłam do pracy. Teraz jest dużo mniej, ale są intensywniejsze. Właściwie to jeden wielki przytulas. Od chwili, gdy wejdę do domu i skleimy się ze sobą, z przerwą na to, gdy zdejmuje kurtkę i zielony szal, który noszę na znak protestu wobec żółknięcia liści.
Od przytulania się rośnie.
Od przytulania się wzmacniają kości.
Od przytulania pewność siebie obejmuje oczy, ręce i nos.
Od przytulania na pewno dzień staje się bardziej udany, niż gdyby obyło się bez.
Tak samo myśli Tata Niedźwiedź. Proponuje synkowi przytulanie, żeby poprawić dzień, poprawić humor, poprawić jakość życia. I to działa. Niedźwiadek więc wpada na pomysł, że trzeba rozdać przytulanie mieszkańcom lasu. Więc idą, ramię w ramię z Tatą Niedźwiedziem i przytulają – Bobra, Łosia, Pana Leśniczego, nawet Anakondę. Wszystkich mieszkańców lasu, odhaczając każdego w myślach. I sprawiając, że słońce świeci mocniej i że każdemu dzień płynie trochę milej i trochę przyjemniej.
Ale na końcu okazuje się, że jednak o kimś zapomnieli, kogoś nie przytulili – i trzeba bardzo szybko to naprawić!
Ta książka podoba mi się z kilku powodów. Jeden jest taki, że chętnie przytuliłabym Emilię Dziubak. Jej ilustracje są stworzone po to, by ludziom umilać dzień – są jak dobre przytulenie, jak mocny uścisk z samego rana, jak dawka pozytywnej energii, zamknięta w kapsułkach kolorów, kresek i faktur.
Po drugie to książka żartobliwa, pełna luzu i swobody, taka do hapsnięcia w prawie-jesienne popołudnie, gdy zapalają się już lampy, gdy gaśnie słońce, gdy trzeba czegoś ciepłego i dobrego na przetrwanie wieczoru. Miła, przyjemna, pozytywna. I można też zaprząc do czytania Babcię, a samemu poudawać Tatę Niedźwiedzia, który w myślach przelicza mieszkańców lasu i załamuje ręce w geście niewiedzy. I koniecznie trzeba pokazać na słuchaczu, jak Niedźwiedzie przytulają Gąsienicę, jak Zające, a jak Wilka.

I tu powód najważniejszy – to książka do przytulania, do bliskości, do wygłupów, do kontaktu ze swoim Dzieckiem, do ogromnej dawki przytulasów. Kolejny pretekst, by złapać swoje Maleństwo i zamknąć je w ramionach. I tym samym dzień sobie umilić, i tym samym dobić do pięćdziesięciu...






4 komentarze:

  1. przytulasy dla Was ślemy! Oby jak najwięcej było takich momentów w ciągu doby! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, oby, oby!
    Teraz, gdy wróciłam do pracy, skurczył się Nasz wspólny czas i aż mi się płakać chce, że zamiast 47 przytulasów jest 20 :-(
    Ale ważne, że są!
    I też Wam ślemy przytulasów moc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skądś to znam :( jak Krzyś w tym roku poszedł do zerówki przedszkolnej, to tak jakoś pusto w domu :( i nawet praca gorzej idzie :( a jeszcze mówią, że im starsze dziecko, tym mniej się lubi "kokosić" :(

      Marpil, czy Ty przypadkiem nie jesteś z Trójmiasta?

      Usuń
    2. też to właśnie zewsząd słyszę, więc korzystam póki się chce ;-)
      A z Trójmiasta jestem, owszem, nawet pisałam kiedyś u Ciebie na blogu o spotkaniu :-)

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...