Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 18 stycznia 2017

381. WYRZEC SIĘ LOGIKI

JOANNA FABICKA
„RUTKA”
AGORA, WARSZAWA 2016
ILUSTRACJE MARIUSZ ANDRYSZCZYK

Wakacje! Coś najcudowniejszego na świecie! Słońce, lody, beztroska… Szkoda, że to już ostatni tydzień, że za chwilę znów do szkoły, że tornister będzie ciężki i 45 minut wydłuży się do nieskończoności. Tak myśli każde dziecko w Łodzi, każde w Polsce. Oprócz jednego – Zosi. Zosia nie lubi wakacji, bo spędza je zawsze w ciasnocie łódzkich ulic, w duszności łódzkiej kamienicy, w powtarzalności chodnikowych płytek przed Rybną 13. Bo na świecie istnieją pieniądze. A mam Zosi ich nie ma. I Zosia nigdy nie wyjeżdża. A mama za to owszem. Często. Do pracy. Gdzieś daleko. I nigdy nie może zabrać córki ze sobą. Zostawia ją pod opieką sąsiadki. Zosia wygląda na wakacyjną Rybną 13 – jak co dzień, nie ma tam nikogo. Na smętnym, zwykłym, szarym podwórku – nie ma oprócz niej żadnego dziecka. Dlatego właśnie Zosia nie znosi wakacji.
A do tego teraz tkwi uwięziona w sztywnej odświętnej sukience – to wszystko dlatego, że sąsiadka się wyprowadziła i tym razem pod nieobecność mamy Zosi będzie pilnować jakaś daleka, dawno niewidziana krewna – ciotka Róża. O! Już na schodach słychać jakieś głosy i śmiechy – to tragarze wnoszą ciotkę Różę, usadowioną na wózku inwalidzkim z pięknymi czerwonymi dętkami. A ciotka… gilgocze tragarzy, najwyraźniej bawiąc się przy tym przednio! I nie przywozi ze sobą nic, oprócz podręcznego kuferka. Przynajmniej tak się wydaje Zosi. Ale piegowata, pomarszczona ciotka z długim warkoczem, w którym przebijają rudawe odcienie, okaże się najpiękniejszym prezentem na koniec wakacji, jaki Zosia mogła dostać. Przynosi jej wspomnienia, opowieści, mądrość i przyjaźń. A do tego już następnego dnia na Rybnej 13 pojawia się rudy warkoczyk… a z rudym warkoczykiem pojawia się Rutka, która zna w okolicy wiele dziwnych miejsc… Choć Zosi zdawało się dotąd, że zna swoją ulicę jak własną dłoń…
Tak pięknej, subtelnej, delikatnej książki o wojnie, nie znałam do tej pory! Wojna jest tu muśnięta, jest aluzją, jest tylko jedną z możliwych interpretacji, jest nieoczywista. Zosia, dziesięciolatka, nie wie pewnie wiele o okrucieństwach wojny, więc po co burzyć jej idealny dziecięcy świat pełen czarów, magii i kolorów? Najważniejsze dla dziesięcioletniej dziewczynki w czasie wakacji jest to, by biegać jak najszybciej, do utraty tchu, zjeść coś naprawdę pysznego i słodkiego, przeżyć niesamowitą przygodę, o której można opowiedzieć w szkole, zaraz na pierwszej lekcji, no i mieć przyjaciółkę. A ta przyjaciółka to Rutka – nie jest ważne, czy jest wymyślona, czy prawdziwa, czy pochodzi z tego lata, czy z wakacji wiele, wiele lat temu, dopóki Zosia jest z nią szczęśliwa, dopóki trzymają się za ręce, dopóki jest jeszcze trochę wakacji, które mogą spędzić razem.
Początkowo nie umiałam się tak łatwo i naturalnie przenosić z czasu do czasu, z rzeczywistości do nierzeczywistości, z realności do wyobrażenia. Za szybkie były dla mnie – Zosia i Rutka, biegnące razem po kartkach książki, beztroskie i po dziecięcemu naiwne, bez bagażu wiedzy. Ja chciałam analizować, obliczać rachunek prawdopodobieństwa, przyporządkowywać – czy kurczak bez głowy, kupiony w supermarkecie, który nagle ożywa, należy do świata Zosi, czy Rutki? - ale szybko porzuciłam logikę i dorosłą miarę świata. Nie da się brać dosłownie dziecięcych zabaw, dziecięcej wyobraźni i dziewczyńskich sekretów. Tak samo, jak brak logiki w wojnie i w jej okrucieństwie. W samotności małych dziewczynek, których rodziny zginęły rażone kulą, albo odłamkiem bomby. Nie da się podać wzoru na to, że podczas wojny Rutka musi zginąć, a Róża niekoniecznie, choć różni je w zasadzie tylko pochodzenie, bo kolor włosów już nie…
Taka to książka, którą można czytać na wielu poziomach, na wielu płaszczyznach, ale na pewno nie rozumem – tylko sercem!
Ujął mnie język tej powieści, ujął mnie humor – lekko absurdalny, troszkę ironiczny, niebanalny. Czy na jurorach konkursu Książka Roku 2016 polskiej sekcji IBBY też zrobił wrażenie, skoro książka dostała główną nagrodę?
I te ilustracje Mariusza Andryszczyka! Nieziemskie! Oryginalne, nieoczywiste, rysowane z niespodziewanych perspektyw, są doskonałym uzupełnieniem tej książki – równie niejednoznacznej i szczególnej...










1 komentarz:

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...