Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 5 stycznia 2017

380. STARE RADYJKO NA NOWY ROK

„STARE RADYJKO POŚRÓD MORSKICH FAL”
KOMPOZYCJE, WYKONANIE, REALIZACJA NAGRAŃ: TOMASZ GARSTKOWIAK, MAŁGORZATA HOPPE, PIOTR SALEWSKI 
GŁOS: MAGDA SZKUDLAREK 
OKŁADKA: AGATA KRÓLAK

Ciągle jest inne. Zmienia się. Przeistacza. Jest w ruchu – nieustannie. Nigdy nie zasypia. Może głaskać, ale może kąsać. I śpiewa – bez ustanku śpiewa.
Morze.
Jesteśmy ze sobą już długi czas, właściwie odkąd się urodziłam. Odpoczywam, kiedy do mnie gada. Najpełniej oddycham morskim powietrzem. Lubię przesypywać nadmorski piasek między palcami. Zawsze zabieram do domu muszelki i kamienie, które daje mi z prezencie. I czuję to morze całą sobą w nowej płycie Starego Radyjka.
Starego Radyjka słucham od ich pierwszej płyty, ale wciąż mnie zaskakują! Tym razem spodziewałam się czegoś w stylu „Stare Radyjko gra dladzieci” - dojrzała muzyka z trochę niedorosłym testem, co wpada w ucho i nie rani słuchu. A tymczasem – gdzie są słowa? Nie ma! Najpierw trochę żałowałam, bo Stare Radyjko w wersji tekstowej uwielbiam, ale potem wskoczyłam w tę płytę na główkę, znalazłam w niej prawdziwą morskość. Morze nie gada przecież po ludzku! Morze ma swój własny język. Kto słyszał – ten wie. Zawodzenie, wycie, szumy, trzaski, szemranie, krzyki mew, chrzęst piasku, łamiąca się skorupka muszelki, plusk ryby – tak gada, po swojemu… I nie da się przekupić, żeby uczyć się innych języków. To ono tu rządzi, nad nim trzeba się pochylić i wysłuchać historii, które ma do opowiedzenia. I tak zrobiło Stare Radyjko – zagrali tak, jakby zanurzyli mikrofon do wody i wysłuchali tego wszystkiego, co jest w środku. Morze na tej płycie jest czasem spokojne, czasem pluskające, czasem płyciutkie, a czasem tajemnicze, bajeczne, głębokie – tam są rekiny, tam są ryby, które nigdy nie patrzą na światło, tam jest nawet jakaś syrena, która woła… Doskonale uchwycili morza niejednoznaczność, morza kapryśność, morza zmienność, morza gadanie… To oniryczna płyta, której się nie słucha, a przez którą się płynie. Jest tam, owszem, miejsce dla człowieka, ale tylko wtedy, gdy się wślizgnie, gdy będzie cicho, gdy niemo zachwycony będzie słuchał tej dźwięków magii…
No i okładka – Agata Królak namalowała dźwięk – co prawda wybrała tę weselszą, psotniejszą twarz morza, lekko tylko zarysowując głębiny, ale i tak mam ochotę oprawić sobie tę okładkę w ramki!

„...pośród morskich fal” polecam – słucha się tego dobrze wszędzie (ostatnio cały dzień pracowałam przy tym kieszonkowym morza graniu), ale najlepiej na słuchawkach, w ciemności, tuż przed zaśnięciem – niebieskie są wtedy sny...

[Spróbujcie POSŁUCHAĆ...]

2 komentarze:

  1. Muzykę bez śpiewnych tekstów uwielbiałam za czasów studenckich, tylko wtedy nauka JAKOŚ szła ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. *śpiewanych miało być :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...