Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 1 stycznia 2017

378. CHYBA ZAKOCHAŁAM SIĘ W ŁABĘDZIU…

E.B.WHITE
„ŁABĘDZIE NUTKI”
(TŁ. MARTA KISIEL-MAŁECKA)
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2016
ILUSTROWAŁ FRED MARCELLINO

Czy łabędzie potrafią kochać? Oczywiście! Dwa z nich, samiec i samica, wspaniałe łabędzie trębacze o ciemnych dziobach i nogach, wylądowały właśnie na stawie w Kanadzie. Chciały być same, bo samica miała złożyć jaja. Wyruszyły więc z rodzinnego stawu właśnie tu, aby uwić gniazdo i poczekać na swoje dzieci. Z ukrycia obserwował je Sam Beaver, jedenastolatek, wielki miłośnik przyrody, zapalony ornitolog, mały globtroter, który co roku przyjeżdżał wraz z tatą do Kanady na męski biwak. Sam wiedział, że nie może się odzywać, z zachwytem patrzył na ptaki i słuchał ich donośnego głosu „ko-hoh, ko-hoh!”, którym wyznawały sobie miłość, straszyły wrogów i którym powitały na świecie pięć piskląt. Cztery z nich odpowiedziały – jeden okazał się niemy. Jak poradzi sobie łabędź trębacz bez głosu? Jak powie swojej wybrance, że to ją wybrał? Jak zaśpiewa miłosną pieśń, kiedy przyjdzie czas, by oczarować samicę? Jak ucieszy się ze swoich przyszłych piskląt? Jak będzie je zapewniał o swojej miłości? Łabędź trębacz nie może żyć bez głosu… Ale Louis przeżył!
Miłość. Dziwne to uczucie. Sprawia, że robimy rzeczy ponad siły, że przeskakujemy sami siebie, że tworzymy i niszczymy, że przezwyciężamy własne słabości. Miłość – tabletka na lepsze samopoczucie. Ale miłość – łzy zalewające cały pokój… Różnie to z tą miłością bywa…
Tata Lousia, niemego łabędzie trębacza, był pełen miłości do syna – aż po koniuszki ogromnych skrzydeł. Gdy zobaczył syna, załamanego przez miłość do pięknej Sereny, która ignorowała bezgłosego zalotnika, musiał działać. Poleciał do miasta i w wielkim muzycznym sklepie ukradł dla niego trąbkę. Louis został jedynym łabędziem trębaczem, który opowiada siebie i swoją miłość na blaszanym instrumencie, bo nie ma słów.

Nie znałam do tej pory E.B.White'a, którego teksty w Ameryce uchodzą za kultowe. Nie znałam Louisa z trąbką, Sama – przyrodnika, którego los połączył na zawsze z niemym łabędziem trębaczem, nie znałam ojca-łabędzia, który dla syna splamił na zawsze swój honor, nie znałam matki, która zakochana po koniec długiej szyi w tym ojcu-bohaterze, wybacza mu niezwyczajny jak na łabędzia słowotok, nie znałam kapryśnej Sereny, dla której pozory znaczą więcej niż to, co nosi się w sercu. Nie znałam siły miłości, która potrafi sprawić, że łabędź nauczy się pisać, a potem grać na trąbce, że będzie zarabiał pieniądze na obozie dla chłopców i w nocnych klubach grając jazz. To doskonała historia miłosna – pełna rozstań i powrotów, poświęceń i zdrad, zawodów i wzruszeń, a przede wszystkim szczerego uczucia, które sprawia, że chce się śpiewać najpiękniejsze melodie na świecie. Pięknie napisana, nastrojowo zilustrowana, zaskakująca i wymagająca paczki chusteczek. I świetnie napisana – ze swadą, z humorem, z polotem. Niesamowita. Niebagatelna. Nietuzinkowa. I tak, chyba ja też zakochałam się w łabędziu, który potrafi zagrać Louisa Armstronga...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...