Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 17 sierpnia 2016

345. PEWNOŚĆ

LUKE PEARSON
„HILDA I CZARNA BESTIA”
(TŁ. HUBERT BRYCHCZYŃSKI)
CENTRALA – MĄDRE KOMIKSY,
SERIA CENTRALKA KOMIKSY DLA DZIECI MĄDRYCH RODZICÓW

Jest kilka rzeczy pewnych na tym świecie. Są stałe, niezmienne, to opoki, fundamenty. To na przykład lody. Zapach świeżego chleba z chrupiącą skórką. Smak czereśni, zrywanych prosto z drzewa. Piękno wschodu słońca (nawet, gdy jest zimno). Bujanie na huśtawce - do samej dechy. Balony z gumy do żucia.
Hilda.
Niebieskie włosy. Ogromne oczy. Berecik z antenką. Wyobraźnia bez granic. Oczy, które widzą dużo więcej, niż inne. Dziwne istoty, które dziwnym trafem kręcą się zawsze obok Hildy. To cała ona. Niezwykła. Niekonwencjonalna. Niesamowita. A w tych wszystkich swoich „nie” stała i niezmienna. Jak sobota zaraz po piątku. Czekam na Hildę zawsze z drżeniem, a potem pożeram ją naraz, jeszcze gorącą, na stojąco, w progu, w drzwiach, tuż po wyjęciu z koperty. Obojętnie, co dzieje się dookoła. I przeważnie czytam ze trzy razy pod rząd, coraz bardziej uspokajając się i zwracając uwagę na szczegóły.
Hilda wraz z mamą przeprowadziły się do miasta już jeden tom temu, ale mam wrażenie, że wciąż nie oddychają tu pełną piersią. Miasto najeżone jest niebezpieczeństwami, których nie mają oswojonych, nie wiedzą, gdzie stąpać, by nie nadepnąć na ogon czarnej bestii. A właśnie taka grasuje teraz po ulicach. Rozpisują się o tym gazety, huczą włączone nocami telewizory, strasząc dorosłych, którzy drżą o swoje dzieci i dzieci, które zawsze wyobrażają sobie bestie większe, niż są w rzeczywistości. Mama Hildy też się o nią boi – wygania ją na dwór, bo pogoda piękna, a potem nagle przypomina sobie, że słońce nie gwarantuje bezpieczeństwa. Hilda bardzo się stara żyć w mieście tak, jak w swoich ukochanych górach. Ale „tu nie da się nigdzie rozbić prawdziwego obozu” i trzeba uruchomić pokłady wyobraźni z samych trzewi, by poczuć się choć trochę jak w dziczy. Namiot z koca i latarka, nie dają jednak prawdziwej satysfakcji. Hilda musi czuć powietrze w nozdrzach i ziemię pod stopami – wtedy jest naprawdę szczęśliwa. Okazja zjawia się wraz ze świstkiem papieru frunącym z podmuchem wiatru – u ich stóp ląduje ulotka - „Pierwszy w Trolbergu obóz harcerski”. Nie można przepuścić takiej okazji! Hilda zostaje harcerką.
Przed nią i jej zastępem długa droga, by zdobyć odznaki, a więc najwyższe zaszczyty. Hilda zmobilizowana jest tym bardziej – jej mama była kiedyś harcerką z mnóstwem odznaczeń. Teraz chciałaby zobaczyć swoją córkę, dostającą taką odznakę. I niby nie chodzi o rywalizację, a jednak… Hilda nie chce zawieść mamy, Hilda postanawia pomóc pewnemu zagubionemu, bezdomnemu pokątkowi – domowemu duszkowi, Hilda chce w końcu rozwiązać zagadkę czarnej bestii, bo na miasteczko padł blady strach, a rodzice ryglują w domu własne dzieci, w obawie o ich bezpieczeństwo. Poza tym Hilda postanowiła zdobyć odznakę „przyjaciel zwierząt”, a ugłaskanie czarnej bestii, oswojenie jej, zrozumienie i uratowanie, nadawałoby się do tego doskonale…

Jak już mówiłam, Hilda to pewniak. To jak zawsze dwa światy, przenikające się ze sobą – świat betonowych domów, czajników, gwiżdżących, gdy woda się zagotuje i podłóg, po których trzeba twardo stąpać. Ale jest też ten drugi świat, domów rozciągliwych jak guma, czajników, kradzionych przez pokątki i podłóg, które czasami się rozstępują. Te dwa światy stykają się ze sobą, a Hilda żyje w obydwu naraz, nie dziwiąc się im. Albo inaczej, uważając obydwa za swoje, dostrzegając piękno i jednego i drugiego. Co prawda czasem trudno jest odnajdować to piękno w zwykłym, szarym mieście, ale znacznie lepiej jest, gdy za półką z książkami mieszka osobisty pokątek, który lubi kakao bez pianki.  














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...