Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

319. SŁOWO ZAKRYTE OBRAZEM

FIEP WESTENDORP
„W DOMU, W DZICZY, NA ULICY. ROZBRYKANY SŁOWNIK OBRAZKOWY”
(TŁ. JADWIGA JĘDRYAS)
ILUSTROWAŁA FIEP WESTENDORP
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2016

Od kliku dni głowię się, jak napisać o tej książce…
Zaczynam od Fiep Westendorp, bo przecież ona jest na samym początku, skoro jest autorką i ilustratorką tego słownika. Od tego, że naprawdę nazywała się Sophia Maria, ale wszyscy mówili do niej Fiep i tak już zostało. I jeszcze od tego, że ilustratorką chciała zostać od dziecka i jej się udało. I to udało z przytupem, bo w Holandii jest ikoną, a Julek i Julka mają nawet swój pomnik (nie mówiąc o piórnikach, plecakach, talerzykach, kubkach i długopisach…). No i o tym, że co roku przyznaje się tam nagrodę Złotego i Srebrnego Pędzla za najlepsze ilustracje, a w 1997 kapituła utworzyła kategorię specjalnie dla Fiep – Pędzel za całokształt twórczości.
Albo może zacząć od dziecięcego postrzegania świata? Od wyławiana szczegółów, od zgiełku miasta, od szaleństwa natury. Od tych wszystkich kamieni, źdźbeł trawy, gołębi, monet, które kryją się w szparze między płytami chodnika, od obłoku podobnego do bohatera ulubionej książki i od sęku w drewnie ławki, który do złudzenia przypomina uśmiech. Od tych wszystkich rzeczy, których ja bym nie zauważyła, a moja córka zauważa i sprawia, że przystajemy i oglądamy ślimaka, patyk, ziarnko piasku, ludzika na sygnalizacji świetlnej… Więcej, zaczynam sama bawić się w obserwację świata, wyłuskuję koparki, kolorowy balon, który uciekł komuś i teraz wędruje nad dachami, pączek rozwijającego się kwiatka, dziewczynkę w śmiesznej czapce. Gdy idziemy razem, pokazuję jej to wszystko od razu, jeśli nie, chowam w pamięci i opowiadam po powrocie do domu. Cieszymy się rejestracją świata na wewnętrznych kliszach zdjęciowych, wyławiamy szczegóły. Taka jest ta książka – jeśli ogródek kawiarniany, to z saturatorem do wody sodowej na stole, jeśli helikopter, to z tygrysami na pokładzie, jeśli waza na zupę, to z kotem, który się w niej schował… No i wszędzie, na każdej stronie jest Patyk i Kruczek. Jeśli ktoś nie wie, to pies i kot z „Julka i Julki” - jednej z naszych ulubionych serii, zaczytanych do nieprzytomności, do kartek wyleciałości, okładek obdartości. Po kocie i psie Majka rozpoznała kreskę Fiep.
A właśnie, a może zacząć od obrazków? Od ulubionego Majki, tego, na którym kucharz coś przypalił, kot miauczy wniebogłosy, przewróciło się krzesło i wywrócił koszyk z owocami? Od tego, który tak ją rozśmiesza?Albo od mojego ulubionego, z piknikiem w ogrodzie, z namiotem z koca, z indiańskim pióropuszem, piciem ze słomką i lalkami na trawie? Od tego, który przywodzi mi na myśl moje dzieciństwo?
Uwielbiam te obrazki, te dzieci z zadartymi nosami, tę delikatność, ale i humor i przymrużenie oka i nawet zadziorność czasami, czasami infantylność (słońce z uśmiechem od ucha do ucha), ich do-dzieci-idealnie-trafialność.

Chyba tak naprawdę chciałabym zacząć i skończyć na zachwycie. Bo przeglądam tę książkę, kartkuję grube, mocne stronice i ja się zachwycam i Majka też, gadamy o kapeluszu na drzewie w lesie (kto go mógł tam zostawić?), albo o dziewczynce, która sama tak dzielnie myje plecy i po prostu brak mi słów na obraz...






2 komentarze:

  1. Ja sie wykończę. Dopiero co zamówiłam corce kilkanascie ksiazek, a tu znow takie cudownosci! Chyba szykuje sie kolejne zamówienie. A co do wylapywania tych szczegolikow to my tez to robimy, bo zawsze cos ciekawego i pieknego sie znajdzie 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mania - nie można tego nie mieć, mówię Ci...

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...