Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 27 kwietnia 2016

321. CZEGO BĘDĘ BRONIĆ

LEWIS CARROLL
„ALICJA W KRAINIE CZARÓW”
(TŁ. ELŻBIETA TABAKOWSKA)
WYDAWNICTWO BONA, KRAKÓW 2012
ILUSTROWAŁA TOVE JANSSON

Podobno „Alicja w Krainie Czarów” to jedna z książek, o której ludzie kłamią najczęsciej. Kłamią, że ją czytali. A może jest tak, jak w moim przypadku, że nie do końca wiem, jak to było? Bo przecież chyba nikomu nie trzeba mówić, o czym jest „Alicja”. To klasyk/klasyka. Wszyscy wiedzą, że Alicja siedzi wraz z siostrą na brzegu rzeki, jest znudzona, być może trochę senna, ale w momencie, gdy przebiega obok niej biały królik momentalnie się rozbudza. Niespecjalnie dziwi ją, że królik mówi, ale to, że wyciąga z kieszeni zegarek i spogląda na niego nerwowo – już tak. Alicja biegnie za nim i wskakuje wprost do króliczej nory. Ale czy ja naprawdę ją czytałam, czy tylko sobie to wyobraziłam, atakowana Alicją ze wszystkich stron?
Na okładkach kolejnych wydań „Alicji” nie streszcza się już fabuły, bo przecież każdy ją zna. Wie, że Alicja zjada jakieś ciastko, coś tam wypija (truciznę, czy nietruciznę?), zmniejsza się i zwiększa, że wpada na herbatkę do Kapelusznika, że spotyka jakiegoś kota, co się uśmiecha i złą Królową. I że na końcu budzi się ze snu, opowiada go siostrze i pędzi gdzieś dalej do rzeczywistości, na podwieczorek, otrząsając się z Krainy Czarów.
Ale, czy tak naprawdę wiadomo, o czym jest ta książka? I czy to ma jakieś znaczenie? Czy ważnym jest, że ma podtekst polityczny, społeczny, historyczny, o czym przeczytałam w posłowiu? Czy trzeba zastanawiać się, czytając ją, nad dziwnymi skłonnościami autora? Czy nie lepiej traktować tego tekstu wyłącznie jak bajki, jak wytworu wyobraźni, jak zapisu snu? Trochę szalonego, trochę niezrozumiałego - jak to sen? Majka często prosi, żebyśmy pobawiły się w opowiadania historyjek „o tym, czego tak naprawdę nie ma”. To takie bajanie o tym i owym. O zmyślonkach małych i dużych. W moich często występuje Jama (zamiast Maja), która wszystko robi odwrotnie, ale też ma 3,5 roku. Gadamy, bajdurzymy i śmiejemy się z tego naszego „dawno, dawno temu”. Patrzymy na szafę i już się w niej chowamy, spoglądamy na sok i staje się czarodziejski. Zupełnie jak w „Alicji”.
Ale czy czytając ją tę książkę kiedyś (lub prawie-czytając) zwróciłam uwagę, jak dowcipna jest „Alicja”? Jak świetnie napisana? Na tę zabawę słowem, słownictwem, na igraszki z wyrazami, z rozumieniem świata? Dziecięca inteligencja Alicji mnie powala, jej logika i sposób dziwienia się, a także nie-dziwienia światu mnie zachwyca. Podziwiam jej odwagę, rezolutność, ciekawość. Została moją idolką i choć znam Alicję od dziecka, to poznałam ją tak naprawdę dopiero teraz.
Nie mniej jednak oddając hołd wszystkim zaletom tekstu, który odkryłam na nowo lub po raz pierwszy, w wydaniu Bony nie tekst jest najważniejszy. Także nie świetny przekład (choć momentami miałam wrażenie, że nie bawię się tekstem dzięki Lewisowi Carrollowi, a dzięki Elżbiecie Tabakowskiej), ale ilustracje. Pierwszy raz czytelnik może cieszyć się polskojęzyczną wersją książki z ilustracjami Tove Jansson. Alicja kojarzyła mi się do tej pory cukierkowo, blondynowato, bo disnejowska wersja „Alicji” krążyła między dziewczynami z klasy na kasecie video, kiedy byłam dzieckiem. Albo z ilustracjami Olgi Siemaszko z małego, prawie kieszonkowego wydania. Ale tu… czuję zachwyt. Czuję, że Tove zrozumiała Alicję po swojemu i wyraziła wszystkie swoje myśli delikatnymi rysunkami. Czuję, owszem, Muminki, szczególnie w tych wszystkich maleńkich stworkach, stworzonkach, istotkach, które zaludniają rysunki Jansson. Bohaterowie drugiego planu, soczyste, barwne tło, koloryt lokalny jej ilustracji.

Więc jeśli ktoś zapyta, po co kolejne wydanie, to tego akurat, bonowskiego, będę bronić jak lwica. I polecać – na prezenty szczególnie (pamiętać należy, że prezenty warto też robić samemu sobie). Za przekład i za Kapelusznika, który wygląda bardzo, bardzo znajomo...







1 komentarz:

  1. "Alicję w Krainie Czarów" czytałam. Ba!, mam nawet własny egzemplarz tej książki. Jednak przyznam szczerze, że nigdy nie zachwycałam się tą historią - już chyba w dzieciństwie byłam zwolenniczką bardziej realistycznych opowieści. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...