Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

sobota, 2 kwietnia 2016

318. DOWÓ DO KOLEKCJI

EVA SUSSO
„DUCH Z BUTELKI”
(TŁ. KATARZYNA SKALSKA)
ZAKAMARKI, POZNAŃ 2015
ILUSTROWAŁ BENJAMIN CHAUD

„Oni kupili, a później był taki oddech, później był taki dym, później wyłonił się Humbaba. A z Humbabą rozmawiali. Mieli życzenia i krzyczeli ALULU APSU!” - opowiada przejęta. Więc też krzyczymy na cały głos „ANZU ARURU APSU!” i sprawdzamy, czy coś się wydarzy. Dzieje się na pewno uśmiech. Od ucha do ucha. A resztę możemy sobie wyobrazić. Bo taka magia najlepiej działa w książkach. A już szczególnie dobrze działa, gdy w pobliżu znajdują się Uno i Mati. To dwaj bracia, których poznaliśmy dość dawno temu. Wtedy przypadkowo, podczas zimowej wycieczki do lasu, poznali Yeti. Teraz udało im się spotkać kolejną mityczną, fantastyczną postać. Wszystko zaczyna się od pewnej niebieskiej butelki, wyszperanej na pchlim targu. Oprócz niej Uno i Mati kupili jeszcze pięć innych „świetnych rzeczy: helikopter, supermana, łuk, auto i książkę”, ale to butelka jest przepełniona magią, czarami i dziwami. Jest sto razy lepsza od supermana i milion razy lepsza od helikoptera, bo w jej środku dawno, dawno temu, jakieś cztery tysiące lat wstecz, Humbaba, strażnik cedrowego lasu, zdrzemnął się na chwileczkę. Pech chciał, że to była właśnie butelka, bo butelkę niezwykle łatwo zakorkować. Więc ktoś to uczynił. Strażnik lasu był w niej uwięziony do czasu, aż dwójka ciekawskich dzieci nie odkorkowała jej pewnego jasnego, ciepłego poranka. A wtedy wydobył się z niej niebieski dym, świst i syk i zapach lasu. A zaraz za tym wszystkim Humbaba. Uno i Mati z wrodzoną dzieciom niefrasobliwością, z ta naturalną prostotą i przyjmowaniem rzeczy niezupełnie zwykłych jako codzienność, zaczęli gawędzić z Humbabą o swoim domku na drzewie. Od słowa do słowa i okazało się, że Humbaba jest na tyle wdzięczny chłopcom za uwolnienie, że spełni ich trzy życzenia. Oczywiście nie zdradzę, czego sobie życzyli chłopcy. Dość powiedzieć, że będą dinozaury*, że kieszenie chłopięcych piżam wypełnią bananowe pianki i że Majce książka podobała się, bo „wszystko się dobrze skończyło”. Pełnia szczęścia, bo po mrożących krew w żyłach przygodach, okazuje się, że można wylądować w domu i napić się soku, który przygotuje mama i że wycieczki do zaczarowanego świata można odbyć w piżamie, jeszcze przed śniadaniem.
Bardzo lubię Una i Matiego. Są bezpretensjonalni, dziecięcy i prostolinijni. I są świetnie namalowani. Nic dziwnego – skoro bierze się za rysowanie Benjamin Chaud, musi być hit. Jego kreska – niepowtarzalna ale i niezmienna, to jedna z "naj-" w naszym prywatnym rankingu.
Czekam, aż na drodze braci znów stanie jakaś legenda, mit lub stara baśń. Czekam, aż świat wyobraźni przeniknie do świata realnego i kolejny raz okaże się, że to nie blaga, bo ze świata, który wydawał się tylko wyobrażony, można przynieść jakiś dowód. I dołączyć go do kolekcji.











*Majka, lat 3,5 „Czytaj mi Ducha z butelki, on jest najstraszniejszy, bo jest o dinozaurach!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...