Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 21 października 2014

230. KUMAK, ŚMIESZKA I RZEKOTKA

MARCIN BRYKCZYŃSKI (WIERSZYKI)
KATARZYNA BAJEROWICZ (ILUSTRACJE, CIEKAWOSTKI)
OPOWIEM CI MAMO, CO ROBIĄ ŻABY”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2014
Nie wiem, co takiego jest w żabach. Czy to ich mundurek, pod którym kryją się w książkach o kolorach – ten zielony, który nie dość, że jest kolorem nadziei, to jeszcze taki naturalny, nasycony powietrzem, przepełniony liśćmi, trawą, ziołami? A może ta sława, co się za żabami ciągnie, to ich ukryte piękno, które trzeba wydobyć czułym pocałunkiem. Może to jest odpowiedź, że patrząc na żaby, trzeba dostrzegać niewidzialne? Gdy spojrzeć na nie okiem analityka, z którego wysuwa się skalpel, to żaba wygląda prehistorycznie, coś jak pomniejszony do kieszonkowych rozmiarów dinozaur.
I w tym tkwi chyba sekret tej miłości dziecięcej do żab rodu. W tym, że są pierwotne, potworowate trochę, a jednak nie trzeba się ich bać (przynajmniej tych, które żyją w Polsce), że są łagodne, można je nawet pogłaskać (no może prócz rzekotki, bo ta trochę truje). Można je poobserwować, wielkim okiem (wielkim z perspektywy żaby) łypnąć do ich legowisk, wepchnąć się do żabich mieszkań, podglądnąć, podsłuchać, a potem opowiedzieć mamie, co się widziało…
Seria „Opowiem ci mamo, co robią…” urzeka. A to dlatego, że ma grube, solidne strony, które nie niszczą się przy ciągłym wetowaniu. A to dlatego, że życie płazów („Opowiem ci mamo, co robią żaby”), owadów (”Opowiem ci mamo, co robią mrówki” – prekursorka serii i „Opowiem ci mamo, co robią pająki”) i maszyn („Opowiem ci mamo, co robią auta”) podglądają najlepsi ilustratorzy. Do obserwacji podchodzą tyleż z uśmiechem, humorem i żarcikiem, co z wielką dbałością o szczegóły, wiarygodnością i naukowym zacięciem. Nie wiem, czy Kasia Bajerowicz leżała w bajorku przypatrując się żabom, nie wiem, czy szła z nimi przez cały cykl, od nocy miłosnej, po jajeczek składanie, kijanek się wykluwanie i nóżek wyrastanie, ale musiała widzieć go choć raz jeden na żywo. Niewątpliwie musiała słyszeć różne głosy żab – kumkanie, skrzeczenie, rechotanie – bo to wszystko jest w jej ilustracjach. Ten cały żabi koncert, ten pozorny tylko bezruch, a pod spodem żywotność tych stworzeń.
O żabach mamy kilka informacji poza fotografiami rodzinnymi – na przykład dowiedzieć się można, że jeden z gatunków żab nazywa się śmieszka (co nieustannie rozbawia moją córkę). A gdzieś pod koniec jest jeszcze gra planszowa co się zowie Żabawa – startuje się z kamienia, a meta jest na liściu lilii – a po drodze kumkanie jak żaba skakanie jak żaba i stanie jak czapla na jednej nodze.
Za wierszyki, towarzyszące ilustracjom odpowiada Marcin Brykczyński, ale mogłoby ich nie być, bo Bajerowicz przykrywa je skutecznie żabimi nóżkami i żabimi długimi jęzorami – znikają, nie patrzy się na nie, nie czyta - raczej własnymi słowami opowiada córka mamie i mama córce, co robią żaby. A do opowiadania jest nadymanie policzków (trzeba koniecznie zaprezentować), łapanie much i dżdżownic, pływanie, skakanie. I nawet można sobie wyhodować własną żabkę – w książce jest dokładna instrukcja hodowania!
Premiera 19 listopada!














[Dziękujemy Naszej Księgarni za żabi koncert]

1 komentarz:

  1. Super recenzja, pierwsza taka którą znalazłam suuper :) Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...