Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 9 października 2014

226. LICZENIE W WYOBRAŹNI

HERVE TULLET
10 RAZY 10”
(TŁ. MARTA TYCHMANOWICZ)
BABARYBA, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁ HERVE TULLET

Można liczyć na placach. Albo na patyczkach. Można liczyć na głos. Albo w myślach. Można liczyć właściwie wszystko - krowy na łące, litery w imieniu, kolorowe klocki, minuty, owsiane ciasteczka, nawet w tych ciasteczkach ziarnka słonecznika. Świat cały można przeliczać, na wszelkie sposoby, bo można go w słupku ustawić, a można od razu dziesiątkami. Nie da się uciec od liczenia, nie da się liczenia ominąć. W grze w klasy czy gumę - liczenie jest dość oczywiste…W zabawie w sklep też - liczy się pieniądze i ilość sprzedawanych książek. W zabawie w dom liczy się ilość domowników, którzy zasiądą do wyobrażonego obiadu. W zabawie w taniec liczy się takty (nawet jeśli tylko podświadomie).
W liczeniu nie chodzi tylko o to, żeby policzyć, żeby poznać liczbę ostateczną, czasem zmienną, a czasem nie. Chodzi też o to, żeby myśleć logicznie, a tego uczy matematyka i to nieszczęsne patyczkami władanie.
I tu napotykamy Tulleta. Jak zwykle uśmiecha się pod wąsem, już się szykuje do puszczenia oka, choć jeszcze nie daje po sobie poznać. No bo książkę o liczeniu napisał/narysował. Cóż można tu przekręcić, pokręcić, uczynić zaskakującym?
Drodzy Państwo! Przecież to Tullet! On nie liczy ot tak, o niczym -€“ jego liczenie to przyczynek do szukania zabawy, opowieści, to znalezienie w logiczności liczenia małej dziurki i rozszerzenie jej tak mocno, żeby weszło się w wyobraźnię. Bo to takie właśnie z wyobraźnią liczenie. Nie kotki, nie pieski, nie oklepane barany, nie nudne pociągów wagony, nie pociągów kilometry. Bo można liczyć na przykład baśnie. Można liczyć kolory. Można liczyć części ciała -€“ ale kto powiedział, że nos ma być tylko jeden na jednej twarzy? Może być i trzy nosy! A palców u ręki? Tylko pięć? Jak ubogo! Z rozmachem liczmy -€“ dziesięć u jednej nawet! Można też liczyć elementy, z których został stworzony świat.
Najbardziej ujęły mnie zagadki – liczenie dziewczynek i oczek na kostce do gry, wyszukiwanie trzech serc i jednego słonia. I jeszcze wyścig samochodowy – gdy rozemocjonowani zastanawiamy się, kto pierwszy dojedzie do mety – jedynka czy dziesiątka? I wspaniały, genialny pomysł pt „Gry” - gdy jest jedna osoba, można grać w grę komputerową, gdy są już dwie to w kometkę, trzy w kręconkę, a pięć w grę planszową (itd.).
To liczenie jest wypełnione po brzegi nie tylko matematyką, ale też sztuką i trochę poezją. Jest tu nostalgiczny nieco milion ziarenek piasku i bilion – albo i więcej- gwiazd... Jest pytanie „co byś kupił za milion?” i tysiąc nóg u krocionoga.
I nie przypadkowo chyba tę książkę Tullet zadedykował Nauczycielom. Gdy kolejny raz jakaś pani od matematyki będzie dyktować zadanie o dzieleniu się jabłkami albo o pociągach spotykających się gdzieś i kiedyś, niech pomyśli, że można inaczej, że można z większym rozmachem, że można na kolorowo, na bajkowo, można abstrakcyjnie i 10 razy bardziej interesująco. Albo i 10x10...








[Dziękujemy Babarybie za tulleto-liczenie]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...