Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 3 czerwca 2014

188.DZIEŃ DZIECKA DOROSŁEGO

MICHAŁ RZECZNIK
„88/89”
WIDNOKRĄG, PIASECZNO 2014
ILUSTROWAŁ PRZEMYSŁAW SURMA

[Można być innym, ale widzieć to samo, wiedzą to w Widnokręgu i udowadniają dzielnie]

Dawno, dawno temu, może w roku 1988, a może w 89, znalazłam 20 tysięcy. Jako, że czasy to zamierzchłe, 20 tysięcy było w jednym banknocie – kolor miał brązowy i była na nim jakaś pani – jak się teraz okazuje – Maria Skłodowska-Curie. Niosłam ten banknot jak skarb – bo w istocie okazał się skarbem – ja i mój Brat poszliśmy do Pewexu, przekroczyliśmy jego próg (do tej pory tylko przyklejaliśmy nosy do szyby) i kupiliśmy pierwsze LEGO. Debatom, który zestaw wybrać, nie było końca – to było co prawda moje 20 tysięcy, więc ja miałam decydujący głos, ale było to pierwsze LEGO, więc ta decyzja musiała być jednak wspólna – nie wyobrażałam sobie, żeby mój Brat w tym nie uczestniczył. Dokładnie nie pamiętam, ile czasu spędziliśmy w sklepie, dokładnie nie pamiętam, czy ekspedientka była cierpliwa, czy nie, pamiętam tylko, że wyszliśmy z zestawem, w którym było auto terenowe, kierowca w kowbojskim kapeluszu, drugi w czapce z daszkiem i z kamerą – to można powiedzieć była część dla mojego Brata, ja byłam zachwycona jednym małym elementem – małpką!
Takie wspomnienie pstryknęło we mnie przy lekturze komiksu Michała Rzecznika. Bo to zbiorek takich błysków i olśnień historiami z jego dzieciństwa, które wypadało „circa about” wtedy, gdy moje. Kilka zaledwie obrazów – kupowanie bloku czekoladowego (najlepsza historia!!!!), łowienie ryb z dziadkiem na nocnym jeziorze, ognisko z opowiadaniem o duchach, nowa zabawka Rubika, którą bardzo by się chciało mieć, spotkanie z cinkciarzem, kolejka pod sklepem, nawet nie wiadomo za czym i ogromna płachta gazety, jakich już teraz się nie drukuje, a za nimi rozpościera się świat cały!
To świat, który doskonale rozumiem, obrazy z dzieciństwa podobne do moich, tak samo brzmiące listy do Mikołaja, identyczne meblościanki, rowery składaki, syntetyczne fartuszki szkolne w granatowym kolorze, zbieranie butelek, które potem w cudowny sposób przemieniały się w słodycze, słowo „dolar”, który był synonimem „sezamie otwórz się!”. Może nie bawiłam się w Wałęsę i Bujaka, a w milicjantów i złodziei, ale oglądałam w telewizji wybory do późnych godzin nocnych, choć dawno powinnam spać. W powietrzu jednak zbyt wielkie wirowały emocje, żeby zamykać oczy...
To niezupełnie jest komiks dla dzieci dzieci. To raczej komiks dla dzieci dorosłych, które będą go czytać z nostalgią, tak, jak z nostalgią jest napisany. Będą się bowiem zderzać sprzeczne pokoleniowo interpretacje – ci młodsi potraktują go jak S-F (niemożliwe, że nie było czekolady! Wybory? Wielka nuda! Banany pod choinkę? Kto chciałby banany pod choinkę?????), ci starsi jak pamiętnik.
We mnie ten komiks wywołał dużo emocji, wiele myśli, obrazów. Pochylam się na przykład nad moim wspomnieniem za 20 tysięcy ze Skłodowską, biorę je w dłonie i jakaś dziwna łezka kręci się w oku – dziwne to były czasy! Z jednej strony ciężkie, mroczne, bez kolorów, za to z legendarnym octem na półkach, a z drugiej, przede wszystkim tej dziecięcej, pełne wyobraźni, świeżego powietrza, ekscytacji tak wieloma rzeczami – blokiem czekoladowym, zielonymi pomarańczami i małpką z zestawu LEGO, która miała zaledwie 3 centymetry wzrostu. Dziś zginęłaby w dziecięcym pokoju...
Przy czytaniu „88/89” myślałam jak innym jesteśmy pokoleniem od tego dzisiejszego, jak różni nas spojrzenie na świat, sposób zabawy – kto dziś będzie się bawił w okrągły stół?, jak dzieci z roku 88/89 bardzo chciałyby uchronić dzieci z 2014 przed nie-dostatkiem, nie-dobrobytem, nie-posiadaniem i jak miotają się pomiędzy tym nie-mieć i być szczęśliwym z wiatrem we włosach i w trampkach po bracie, a wszystkim czego dusza zapragnie, coca-colą i kolekcją zestawów LEGO, które są tuż tuż, tylko rękę wyciągnąć i brać...







[Dziękujemy trzem Mamom z ósemką Dzieci, które patrzą na Widnokrąg, że przyjęły nas w pewnym sensie do swojego grona i pozwoliły poczytać swoje książki]

6 komentarzy:

  1. Marpil - i my mieliśmy ten zestaw Lego. A pamiętam go dlatego, że kiedyś na wakacjach, które spędzaliśmy pod namiotem, ta małpka nam się zgubiła gdzieś w trawie... Nie muszę nawet pisać, co to był za dramat. I jaka akcja poszukiwawcza - na szczęście zakończona sukcesem. Bez tej małpki mój brat nie wróciłby chyba do domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jako dziecko miałam małego aniołka, wielkości 4 cm - nieustannie odbywały się jego poszukiwania! Raz, gdy szłam z babcią na imieniny do drugiej babci, zgubił się na amen, bo gdzieś po drodze. Okazało się, że tylko chciał sobie pofruwać - w drodze powrotnej go znalazłyśmy!

      Usuń
  2. Ile wspomnień przywołałaś! W 89 roku miałam 14 lat i tak dobrze pamiętam... dla moich dzieci to jakiś inny świat, bo to w sumie był inny świat, ale choć było smutno, szaro, ubożej - to ile się działo i jak się działo, i jak mimo wszystko było radośnie i pomysłowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie Maju - sedno, grunt i esencja to słowo, które przywołałaś POMYSŁOWO, dziś Dzieci mają zupełnie inny rodzaj wyobraźni...

      Usuń
  3. Ja co prawda znalazłem tylko kartki na cukier, ale też było fajnie :) Pamiętam za to jak w oczekiwaniu na szkolny osinobus (kto jeszcze pamięta?), kumpel znalazł pod warstwą zmarzniętego śniegu tysiaka z Kopernikiem. I to było coś. Niestety nie pamiętam na co ów banknot został przeznaczony :( Raczej nie na lego, bo na wiosce pewexów nie było :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Mąż, dzieckiem będąc, znalazł jakąś zawrotną kwotę też - i co? Kupił tacie piwo :-) Wiesz, jaki zawód był, gdy piwo okazało się zepsute??? Ale ten gest - dobry był z niego dzieciak :-)))

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...