Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 10 kwietnia 2014

174.CZEPLIWOŚĆ

GIANNI RODARI
KOCIA GWIAZDA”
(TŁ. JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI)
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2014
ILUSTROWAŁA ELENE TEMPORIN

[Jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw w Polsce pochyla się też czasem nad Dziećmi]

Rodariego lubię bardzo za dwie rzeczy. Pierwsza to jego niesamowita wyobraźnia – to, że igra z czasem, z przestrzenią, przeobraża jedne formy w całkiem inne i uchodzi mu to na sucho. Że bawi się bohaterami, wrzucając je w sam środek różnych dziwacznych sytuacji i sprawdza, jak sobie poradzą, co z nimi będzie – czy w wodzie wyrosną im płetwy, czy gdy się ich podrzuci, to dostaną skrzydeł i polecą? Wszystko jest możliwe, nic nie jest wykluczone. Czasem jego pisanie ociera się o absurd, czasem czystoabsurdalne, ale w przypadku tomiku o kotach zadziwiająco, jak na Rodariego, zwyczajne. Koty, oprócz tego, że czasem mówią, że czasem uczą się obcych języków, że czasem, tak jak kot Artur, latają w odrzutowych koszykach, czasem, jak Gustaw grają na fortepianie, albo jak Karol Wielki - na flecie, to są całkiem zwykłe – polują na myszy (choć dziwnymi czasem sposobami), pod stolikami restauracyjnymi wyczekują smakowitych kąsków, nie aportują patyków, są indywidualistami i lubią skakać po meblach.
Drugą cechą Rodariego-autora, jest jego czepliwość – uczepia się jakiegoś motywu, jakiegoś bohatera, jakiegoś pomysłu i obnosi go po wielu wierszach, opowiadaniach, bajeczkach. Tutaj też tak jest – bo wiersze o kotach to sam środeczek – jest ich wiele i są bardzo różne, ale jak klamrą, Rodari spina je dwoma opowiadaniami o kociej gwieździe. A było to tak – na placu Argentina w Rzymie, mieszkają sobie koty-koty. Piją mleko, jeśli ktoś im zostawi kapeczkę w spodeczku, myją swoje wąsy i łapy dość często, ucinają sobie popołudniowe drzemki w słońcu. Ale lubią też czasem posłuchać kotów-osób. To nie są takie zwyczajne koty. To koty, które wcześniej były ludźmi, ale zmęczone ludzką postacią, ludzkimi problemami, ludzkimi kłótniami, przerzucały nogę nad niskim ogrodzeniem i po jego drugiej stronie, traciły ludzką postać na rzecz kociej. Wygodne rozwiązanie. Nazywało się to „odejść z kotami”. Przy czym zachowywali całą swoją wiedzę, wyniesioną z ludzkości, dzięki czemu mogli zapraszać inne koty-osoby oraz koty-koty na przykład na prelekcje dotyczące gwiazd. I właśnie dzięki tej ludzkiej wiedzy koty nagle zorientowały się, że żadna gwiazda nie jest kocia – jest niedźwiedź, nawet dwa, jakiś pies, wąż, żuraw, gołębica, a kota ni miau, miau... Postanawiają zastrajkować i wynegocjować z ludźmi kocią gwiazdę...
Jak zwykle Rodari mruży oczy po szelmowsku i uśmiecha się pod wąsem (czyżby trochę kocim?). I bawi się z czytelnikiem, jak z kotkiem, rozwijając motek historii i każąc za nim gonić. Ale przyjemna to gonitwa. Lekka, niezobowiązująca. Na pewno dla kociarzy.







[Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu, że dzieli się z Nami swoimi cennymi perełkami – książki wszak najwartościowszymi klejnotami]

2 komentarze:

  1. Bardzo intrygująca książeczka. Jestem kociarą, choć własnego futrzaka nie posiadam. Lubię takie książeczki dla dzieci - dorośli też mogą z nich zaczerpnąć nieco mądrości.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat wielka prawda - ja wiele się uczę, czytając Majce książki, ale też patrząc, jak ona na nie reaguje. Co to będzie, jak zacznie je komentować?! :-)

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...