Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 5 marca 2015

257.ODWRÓCENIE RÓL

PETER BROWN
DZIECI TO KOSZMARNE ZWIERZĄTKA DOMOWE”
(TŁ. JOANNA WAJS)
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2015
ILUSTROWAŁ PETER BROWN

Mój chomik miał na imię Koralik. Imię podpowiedziała mi mama – był rudy, więc kojarzył się trochę z koralikiem jarzębiny. Miał kumpla – czarnego Dżekiego, któremu imię wymyślał Brat – zupełnie samodzielnie (pewnie pod wpływem „Dżekiego i Nuki”). Nasze chomiki niejednokrotnie jadły z lalczynych talerzy, spały w lalczynym łóżku w domku dla lalek i często podróżowały plastikowym autobusem do stacji Pokój Duży i z powrotem do Dziecięcego. Nie wiem, czy wolały to, czy karuzelę, która czyniła z nich swego rodzaju Syzyfów...
Owszem były kochane i karmione najświeższą koniczyną, ale z perspektywy czasu myślę – czy były szczęśliwe? Zastanawiam się nad tym, co bym poczuła, gdyby ktoś włożył mi na głowę czapkę lalki i zawiózł na drugi koniec świata plastikowym czymś na kółkach. Nie pytając co prawda o bilet, ale też o zgodę.
Nasze chomiki przyszły mi na myśl, gdy zobaczyłam przebranego za kangura chłopca w kieszeni przebranego za kangura niedźwiedzia, na okładce pewnej sugestywnej książki...

Pewnego pięknego dnia Lucyna Beata Niedźwiedzińska ćwiczy piruety na leśnej polanie. Z ukrycia obserwuje ją mały chłopiec – ich oczy spotykają się i Lucyna już wie – wróci do domu z małym chłopcem!!! Jest zachwycona i szybko przekonuje mamę, że będzie się chłopcem opiekować i bierze za niego pełną odpowiedzialność – mama nie ma zamiaru się nim zajmować. Lucyna jest szczęśliwa, bo w końcu ma zwierzątko domowe – jaka szkoda, że dzieci to prawdziwe koszmary, jeśli chodzi o hodowlę...
Oczywiście bardzo łatwo odczytać tę książkę jako poradnik o nietrzymaniu zwierząt w pewnych warunkach domowych (gdy Majka kiedyś w przyszłości zażąda psa, z półki z książkami na pewno zdejmę te pozycję), jak przestrogę o niekupowaniu zwierząt pod choinkę, jak lekcję odpowiedzialności. O tym, że w niemowlęcych spodenkach pies może się dusić i że koty nie lubią głaskania pod włos. Łatwo, tym bardziej, że taką interpretację sugeruje autor, przytaczając historyjkę ze swojego życia o tym, jak przyniósł do domu żabę... I koniec – trochę wzruszający, trochę dydaktyczny, a trochę śmieszny – Lucynka niby nauczyła się lekcji, ale wciąż pozostaje dzieckiem o niezmiennych pragnieniach.
Ale dla mnie to także książka o tym, że każdy może być obcy. Że gdy człowiek zostaje pupilem niedźwiedzia, to niedźwiedź nazywa go Piskaczem, bo nie rozumie jego mowy. I o tym, że obcy jest interesujący, zabawny, inny, ale zawsze będzie w nas podświadoma chęć, żeby innego oswoić, a później przyciąć do własnej miary i kazać mu załatwiać się do kuwety.
Świetna książka – minimum słów, maksimum treści. I genialna szata graficzna!







[Ku przestrodze od Naszej Księgarni]

2 komentarze:

  1. Świetnie, że NK wraca do książek dla najmłodszych. Ilustracje - urocze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! Książka genialna i już czekam z niecierpliwością na kolejną tego Autora. NK zapowiada!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...