Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

poniedziałek, 16 marca 2015

258.LEW KONTRA ZASKRONIEC

WOJCIECH MIKOŁUSZKO
„Z TATĄ W PRZYRODĘ”
MULTICO OFICYNA WYDAWNICZA, WARSZAWA 2015
ILUSTROWAŁ TOMASZ SAMOJLIK

Gdy byłam mała, za kieszonkowe kupiłam sobie pewną małą, poręczną książeczkę. W środku były ciekawostki o zwierzętach, naklejki i ranking – za każde zobaczone na własne oczy zwierzę, zbierało się punkty. Pamiętam, że sarna miała stówę i była najlepiej punktowanym stworzeniem. Przez jakiś czas dzięki tej książeczce, moje zmysły się wyostrzyły i patrzyłam na świat dookoła uważniej. Chciałam zobaczyć biedronkę, chciałam zobaczyć żuka, szukałam wróbla i żaby, wypatrywałam zaskrońca. A jak już zauważyłam kłos zboża czy grzyb (tak, kilka roślin też tam było), muchę, do tej pory odganianą ze wstrętem niecierpliwą dłonią albo dżdżownicę, nagle okazywało się, że są dużo piękniejsze, niż do tej pory sądziłam, że mają ciekawsze życie i że obserwując je ubogacam swoje wnętrze.
Teraz znów jestem mniej uważna i nie wiem, czy przeleciał nad polem sokół czy jastrząb, czy to drzewo, które rośnie obok mojego domu to jesion i jak wygląda traszka. Zamknęłam się na przyrodę, z trzaskiem drzwi. I myśląc o tym, żałując tego, z zazdrością, z zapałem, z fascynacją sięgnęłam po „Z tatą w przyrodę”.
Tym tatą jest Wojciech Mikołuszko – naukowiec, dziennikarz, redaktor, biolog. Facet, który pod wpływem swoich dzieci, zaczął inaczej patrzeć na świat. Bo dzieci pytają, bo są ciekawskie, bo chłoną rzeczywistość i muszą ustalić sobie ciąg przyczynowo-skutkowy. I potrafią się zachwycać. Płoszycą szarą, pustym gniazdem ptasim, żukiem gnojarzem.
Kacper, syn Mikołuszki, stwierdził pewnego dnia, że polskie dzieciaki właściwie lepiej znają dzikie zwierzęta od tych rodzimych, że gdyby spotkały w lesie lwa, to wiedziałyby od razu, że to lew. A jeśli spotkają zaskrońca, dzięcioła, chruścika? Czy podadzą bezbłędnie ich nazwy i będą wiedziały, czy zmykać im z drogi, czy to raczej one będą pierwsze do ucieczki?
Od grudnia 2011 Mikołuszko zaczął zapisywać wrażenia z wypraw ze swoimi dziećmi w przyrodę. To wyprawy w najbliższe otoczenie, ale to, co mamy najbliżej czasem najłatwiej umyka. Kacper, Ida i mały Jacuś są doskonałymi obserwatorami natury, są chętni do poznawania świata, aktywni. Nie boją się wyjść w deszcz, czy zimno, wspinają się na drzewa, biegają po kałużach. I pytają. I słuchają odpowiedzi. A gdy jadą z tatą na Akcję Bałtycką, żeby pomóc obrączkować ptaki, to wstają o szóstej rano, bo a nuż w siatkę złapało się coś więcej, niż tylko zwykły rudzik…
Genialnie spisał się tęż Tomasz Samojlik (ale cóż, jam nieobiektywna może, bo kocham kreskę Tomasza od jakiegoś czasu już). Jego rysunki, to nie tylko ilustracje tekstu – to takie małe streszczenia – na jednej planszy potrafi opowiedzieć całą historię, zaznaczyć najważniejsze punkty, komiksowo skrócić tok myślenia, żeby zaciekawić.





I jeszcze słów kilka o samym wydawnictwie Multico Oficyna Wydawnicza. To unikat na polskim rynku – przeglądam ich stronę i co rusz wpadam w zachwyt. Bo „Głosy ptaków”, bo „Idąc za wilkiem”, bo „Jaki to grzyb?”, bo „Drzewa naszych lasów”… W żadnym miejscu nie znalazłam tylu treli, pisków, wycia do księżyca, tylu polskich smaków – grzyby, maliny, jagody, jabłka, tylu zapachów, tylu obrazów, które w oczy wchodzą, gdy otwieram okno. O tym jest też „Z tatą w przyrodę” - o tym, że powinniśmy docenić własne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...