Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

sobota, 24 sierpnia 2013

65.ZABAWA W SŁOWA CZYLI MAJKA BAWI SIĘ JĘZYKIEM

MICHAŁ LIPSZYC
„WYPRAWA W MORDĘGI”
ALEGORIA, WARSZAWA 2012
ILUSTROWAŁA HALINA SIEMASZKO

[Alegoria stawia na przekaz artystyczny, wydaje więc książki artyzmem urzekające]

Majka bawi się językiem.
Dotyka go, bada, patrzy na niego w lustrze, wprawia w drżenie i wyraźnie cieszy się, że jest. Bez języka nie byłoby słów. To najbardziej unerwiony narząd w ciele człowieka, od niego nerwy idą do oczu i do uszu, od niego zaczynają się wszystkie „mama” i „tata”, a potem cała reszta świata.
Majka bawi się językiem – zaczyna tworzyć swój własny, zaczyna składać dźwięki, zaczyna pojmować, że z ust można wydobyć polecenie, prośbę i podziękowanie. Zaczyna rozumieć, że światy można językiem tworzyć i że ma wielką moc sprawczą.
Ale żeby stworzyć swój język do końca, żeby pojąć jego nieograniczoną moc, musi zrozumieć:

Tę prawdę chcą odkryć także jeżopiski. Jest Co, jest Gdzie i jest Jak – ich imiona doskonale je określają – to najbardziej ciekawskie jeżopisy w całej Jeżopuszczy. Wciąż pytają, wciąż dociekają, wciąż się zastanawiają. Są typowymi dziećmi, które pożerają świat kawałek po kawałku, które widzą inaczej i mają w sobie bezbrzeżne pragnienie, by posiąść każdą informację jaka istnieje. Są jak malutkie gąbeczki, które nasiąkają informacjami, puchną od nich, pęcznieją, a później dorosną i zda im się, że więcej już nie pomieszczą nowości i zaczną powoli zapominać.
Ale na razie chłoną.
Pytają zwykle starszyzny, bo ona najmądrzejsza.
I pewnego dnia, pada pytanie, na które nie ma odpowiedzi w Jeżopuszczy – SKĄD SIĘ BIORĄ SŁOWA?
Trzy jeżopiski muszą wyruszyć do Mordęgi, aby znaleźć odpowiedź. Nie straszna im daleka droga, tęsknota za domem i brak duszonych mordaczków w maśle co wieczór. Muszą wiedzieć, a to imperatyw, któremu poddają się od razu – wyruszają.
Po drodze spotyka ich mnóstwo przygód i mnóstwo słów. Obserwują, badają, poznają, by zdążyć do prawdy absolutnej, która niby oczywista, ale jakże zaskakująca.
A ja z Majką czytamy i słów nam brak...
Brak, bo skąd wziąć na coś takiego słowa?
Na to tworzenie, na to bawienie się, na to oka przymrużenie, na to oczarowywanie/zaczarowywanie, na to oka puszczanie i początku dociekanie....
Jak znaleźć słowa na piszczarki, takie grzyby, co piszczą, gdy się je gryzie, na grzechotnikta, który nieustannie gubi swój ogon i nie wiadomo, czy jest grzechem, czy grzechotem, na słoniafę, co trzeba ją doić z liter, na jezioro Morskie Ucho i na węża BoA, który oznajmia, że „Bo atakują ananasy, bo antylopy albo asy, bo anten akurat awaria, arktyczna albatrosów aria” [s.35]
I jak znaleźć słowa na jeżogbura, który mamrocze trochę pod nosem, a trochę do jeżopisków „ Wypapciane to czasy, gdy papciuki bez nart mi mućki papkają...” [s.32]
Jak znaleźć słowa na te obrazy, które tak pięknie ożywiają tekst, tak mocno go dynamizują, tak go uatrakcyjniają i podnoszą jego wartość, choć bez nich już tekst ten bezcenny?
No skąd się biorą na to słowa?





[Dziękujemy Alegorii, że dzielą się z nami swoim pięknem]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...