Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 22 sierpnia 2013

64.SAM SIĘ NIE POGILGOCZESZ!

KEVIN WALDRON
„PAN PIKULIK I NIEPOROZUMIENIE W ZOO”
(TŁ. ANNA BŁASIAK)
ŁAJKA, GDYNIA 2012
ILUSTROWAŁ KEVIN WALDRON

[Łajka pierwsza poleciała w kosmos, teraz my możemy latać w kosmos z Łajką]

Pan Pikulik jest dyrektorem zoo. Ma swoje rytuały, dzień poukładany, niczym w schowkach, zamykanych na złoty kluczyk – tu poranne śniadanie, tam obchód całego terenu ogrodu, jeszcze dalej obiad, zabawa z synem. Maleńkie trybiki, co się zazębiają i układają w odpowiedni wzór – wszystko gra, a pan Pikulik z radością wykonuje swoje obowiązki i pcha swoje życie do przodu. Tego ranka, jak co ranka, wstaje i ubiera swoją ulubioną zieloną kurtkę. Ale z kurtki niestety wyskakuje guzik, zbyt ciasno opina ona sylwetkę szacownego dyrektora zoo. Pan Pikulik przytył, zbyt się objada, za mało ma ruchu i starzeje się. Guzik toczy się „niewiadomogdzie”, a z nim dobry nastrój naszego bohatera. Tego dnia nic nie będzie na swoim miejscu, bo nawet zwierzęta są jakieś smutne...
Nie możemy powiedzieć więcej, ani ja, ani Majka. Bo gdybyśmy choć jeszcze jedno słowo, choć dźwięk jeden jeszcze, to mogłoby być za dużo.
Fabuła ta bowiem to delikatna i misterna konstrukcja, która łatwo może się zawalić, jeśli poznamy zbyt wcześnie za dużo szczegółów.
To jak dobry dowcip, którego pointa czeka, czeka, a potem wyskakuje na nas zza rogu, łaskocze i gilgocze w stopy, a my śmiejemy się w głos. Co by było, jeśli byśmy się spodziewali? Przecież z jakiegoś powodu samemu nie można się pogilgotać!
„Pan Pikulik” to humor, jaki lubię. Nienachalny, może też niezbyt wyszukany, ale to taki prywatny masażer mięśni brzucha. Taka książka, do której się wraca i którą dzieci, zapłakane ze śmiechu, mogą oglądać/słuchać/czytać wciąż i wciąż.
I te ilustracje!!!! Hobby Waldrona było rysowanie zwierząt – gdy było ich już tak wiele, że sam nie dawał rady się nimi zająć, musiał przecież wymyślić kogoś, kto da im jeść, zajrzy w paszczę, sprawdzi, czy wszystko w porządku i który będzie je kochał niemal tak samo jak sam stwórca.
Powstał Pan Pikulik – dyrektor – pewnie na rozmowie kwalifikacyjnej z Waldronem zadanie miał nader proste, bo on i jego syn są przeuroczy.
Ale ja oczywiście najbardziej pokochałam słonia i do tego obrazka wracam najczęściej!
A Majka zakochana w niedźwiedziu.
Dobrze, że niedługo kolejna wycieczkado zoo Waldrona – bo mało nam, oj za mało!






[Dziękujemy Łajce, że zamerdała dla nas ogonem i zamiast kapci przyniosła w pyszczku książkę]


Książki Wydawnictwa Łajka najlepiej kupować w księgarni sopockiej Ambelucja! (lub na www.ambelucja.pl)

4 komentarze:

  1. byliśmy w Ambelucji na warsztatach plast. dotyczących tej książki ;) świetna jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to prawda! Niby prościutka, ale daje tak wiele satysfakcji!

      Usuń
  2. Ohoho! Chyba mam ochotę na tę książkę :)Masażer mięśni brzucha - brzmi świetnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...