Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 12 kwietnia 2017

406.PIWO I KLOCKI LEGO

KONCEPCJA JAE-HYUK CHA EUN-YOUNG CHOI
„5 ZŁOTYCH”
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2017
ILUSTRACJE EUN-YOUNG CHOI

Pamiętam tę szaloną ekscytację, gdy na ziemi, tuż pod trampkiem, zakurzonym od piasku z placu zabaw, leżała moneta. Najpierw błysk – odbijała słońce, co było jak wołanie. Rzut oka, obejrzenie się przez ramię, czy obok nie stoi jakiś dorosły, który właśnie otwiera portfel. Ale nie, w zasięgu wzroku – nikogo! Czyli tak, moneta należy do mnie! Jestem bogata! Mogę wszystko, absolutnie wszystko! A jeśli papierek! O radości! O rozkoszy! Teraz mogę kupić dom, samochód, jezioro nawet! Tata Majki na przykład kupił kiedyś swojemu tacie piwo. A ja, jak znalazłam papierek, poszłam po mojego Brata, udaliśmy się wielce zgodnie do Pewexu i pół dnia wybieraliśmy Lego, które możemy za ten papierek kupić. Jakaż to była absolutnie magiczna chwila! Jakże humor się poprawia, jak szczery, radosny jest uśmiech, wykwitający wtedy na twarzy! To jak Gwiazdka, Zajączek i wakacje w jednym! Chwila prawdziwej rozkoszy! A przede wszystkim niezaprzeczalna moc – moc decyzji! Ten sam błysk widzę w oczach Majki, gdy podnosi z ziemi zapomnianego przez kogoś grosika. Ten sam, gdy groszy jest już pięćdziesiąt. Ten sam, gdy po ulicy toczy się okrąg dwuzłotówki. Coś tam wie… Na przykład to, że przeważnie im większa moneta, tym więcej upchanej w niej mocy (i jeszcze to, że nie zawsze się to sprawdza). To trochę jak z liśćmi, które w dawnych czasach służyły za walutę w podwórkowych, zabawkowych sklepach. Za liść babki można było kupić więcej, niż za liść koniczyny. A gdyby obok bloków rosły łopiany, to pewnie od razu właściciel łopianu przejąłby cały sklep! Nie do końca uświadomiona jest siła, jaką posiada dana moneta. Ale wiadomo, że jakąś ma. Z pietyzmem, z namaszczeniem, z wdzięcznością podnosi się ją w podłogi. Zupełnie tak, jak to pokazane w „5 złotych”. Ten chłopiec, co nudzi się niemiłosiernie, co nie ma pomysłu na dzień, co nie ma już ochoty ani na picie, ani na rysowanie, ani na grę w piłkę. Siedzi na kanapie, podjada precle z talerza, troszkę bawi się z psem, ale dzień dłuży się mu i rozciąga. Do czasu… Pod stolikiem znajduje okrągły kształt… Wie na pewno, że to moneta. Wie na pewno, że w tej monecie coś jest zaklęte. Wychodzi z domu odszukać ten kształt. Decyzja nie jest wcale prosta. Trzeba przemyśleć, rozważyć, sprawdzić możliwości. Przecież drugi raz można już nigdy nie znaleźć pięciozłotówki i zaklętych w niej możliwości. Więc co? Może samochód? Może komputer? Może torebkę albo kapelusz dla mamy? A może rower? Czy aby na pewno ma dobre opony?
Chłopiec dokonuje wyboru najlepszego z możliwych. Oczywiście nie powiem, co robi z małą, okrągłą monetą. Powiem tylko, że to pochwała dziecięcości, pochwała jej radości, sensu i piękna! Pochwała zupełnie niepowtarzalnego dziecięcego uśmiechu. Dziecięcych marzeń i pragnień. Dziecięcej słodkiej naiwności i absolutnej szczerości. Dziecięcego postrzegania świata.

Kilkanaście plansz z rysunkami, ani jednego słowa, a w mojej głowie eksplozja dziecięcych wspomnień. Zapach liściastych banknotów i charakterystyczny klik sczepianych ze sobą klocków Lego... Do oglądania, do wspominania, do pośmiania, do wzruszenia...








1 komentarz:

  1. Ogromnie lubię tę książkę.Za całą koncepcję, ale szczególnie za ilustracje. Spójrz tylko na tę, którą umieściłaś na dole: energia aż bucha z chłopca, tak nagle wszystkiego mu się zachciało, tak celowe w jednej chwili okazało się działanie - widać to w całej jego sylwetce, w półuśmiechu na ustach i zaciśniętych piąstkach :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...