Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 4 kwietnia 2017

403. Z ŻYCIA WZIĘTE

ZOFIA STANECKA
„BASIA I BIBLIOTEKA”
EGMONT, WARSZAWA 2017
ILUSTROWAŁA MARIANNA OKLEJAK

Pewnego razu mama i córka poszły razem do biblioteki na spotkanie autorskie z pisarką i ilustratorką. Wiedziały, że czeka ich miłe przedpołudnie, bo autorkę i ilustratorkę bardzo ceniły. Nie spodziewały się jednak, że to będzie najlepsze spotkanie autorskie, w jakim brały udział! I mama i córka bawiły się świetnie! Pisarka i ilustratorka najpierw przeczytały opowiadanie ze swojej książki – z podziałem na role!, potem opowiedziały trochę o swojej pracy, zrobiły przedstawienie kukiełkowe z bohaterami swoich książek w rolach głównych, a na końcu rozdały dzieciom czarne kartki i poprosiły, żeby narysowały to, co widać w ciemności. Nie zabrakło autografów!




Tych kilka słów nie oddaje czaru, jakie rzuciły na mnie i na Majkę Zofia Stanecka i Marianna Oklejak. Zahipnotyzowały nas! Swoim poczuciem humoru, swoim świetnym kontaktem z dzieciakami, swoją swobodą… Wiem – bibliotek w Polsce jest pewnie z tysiąc, pewnie odwiedzają je raz po raz, spotykając kolejne dzieci, imion nie zapamiętując, a twarze zlewają im się jedno… Ale potraktowały nas tak, jakbyśmy były jedynymi dzieciakami i rodzicami w całej Polsce! Oddały sto procent siebie, brawurowo odczytały opowiadanko o Basi i Franku (było nawet chodzenie na czworaka!), poprowadziły świetną dyskusję na temat tego, jak to się dzieje, że powstaje książka, jaki eliksir na literę W jest potrzebny do pisać/rysować i zapewniły wszystkie dzieci, że każdy, absolutnie każdy może być twórcą. Dzieci sprzedane! Dzieci kupione! Z zapałem bazgroliły po czarnych kartkach i każde chciało opowiedzieć Mariannie i Zofii o tym, co jest na jego rysunku.
Dokładnie o tym jest najnowszy tom przygód Basi! Mogłoby się wydawać, że o wypożyczaniu książek – po to przecież są biblioteki! Ale coraz częściej stają się też ośrodkami kultury i to o takiej ich roli opowiada nowa „Basia”.
O tym, jak cała grupa przedszkolna poszła do biblioteki na spotkanie z Różą Marcinek – pisarką i ilustratorką książek dla dzieci. O tym, jak Basia fiknęła koziołka z radości, bo panią Marcinek można chyba nazwać ulubioną autorką Basi. O tym, jak autorka opowiadała im o magicznej mocy, którą ma każdy z nich, a jej nazwa zaczyna się na literę W, o tym, że każdy z nich może tworzyć – pisać, rysować, opowiadać, zmyślać… O tym, jak każde dziecko mogło kupić od pani Róży książkę jej autorstwa i jeszcze o tym, jaki piękny i zupełnie niepowtarzalny autograf złożyła w każdej książeczce…

Jakbym przeniosła się w czasie do tego dnia, gdy maszerowałam z Majką na spotkanie z Marianną Oklejak i Zosią Stanecką…
Dzieci w „Basi i bibliotece” były zachwycone i na pewno wrócą do biblioteki.
To całkiem, zupełnie, absolutnie, tak samo jak my!









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...