Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 24 czerwca 2016

334.CZY UDAŁ SIĘ DZIEŃ OJCA?

ROKSANA JĘDRZEJEWSKA-WRÓBEL
„FLORKA. Z PAMIĘTNIKA RYJÓWKI”
„FLORKA. LISTY DO JÓZEFINY”
„FLORKA. LISTY DO BABCI”
„FLORKA. MEJLE DO KLEMENSA”
ILUSTROWAŁA JONA JUNG
WYDAWNICTWO BAJKA, WARSZAWA 2015

Dzień Taty jest ważny nie tylko dla Tatusiów. Jest ważny dla Dzieci. Przygotowują się do niego. W tajemnicy rysują laurki. Lepią z plasteliny całe światy. Z papieru wycinają papierowe krawaty. Zbierają liście, muszle i piórka. Czasem nawet darmowe gazety kolekcjonują na prezent. Misternie opakowują podraunki, zużywając rolkę taśmy klejącej na jeden raz. Za zamkniętymi drzwiami łazienki powtarzają zwrotki piosenki o tacie albo strofy wierszyka, zacinając się wciąż na tym samym słowie. Tworzą, uczą się, myślą. Wszystko po to, żeby udowodnić miłość. Żeby Tata wiedział, tak, jak wiedzą one. Że bohater, że najlepszy, że na zawsze.
Dlatego te oklejone klejem wzdłuż i wszerz laurki, te brudne pióra i nigdy nie czytane gazety, te wiersze i piosenki, te krzywe kubki i breloczki do kluczy trzeba docenić. Nosić, używać, celebrować, przypiąć krawat do koszuli, wyjść w nim do pracy (i nie zapomnieć w nim wrócić). Bo to jak serce na otwartej dłoni…
Dlatego, gdy w Dzień Tata tata nie przychodzi do przedszkola, choć obiecał, to jest jak koniec świata, jak trzęsienie ziemi, jak wybuch nuklearny. Zwłaszcza, jeśli, tak jak Florka, przygotowało się dla niego niebieską różę… „Ja wiem, że nie ma niebieskich róż, ale mój tata lubi niebieski, więc co to komu szkodzi”. Florka nie może się doczekać. Wymyśliła wiersz dla Taty, prawie całkiem sama. O tym, że tata jest kochany, że umie usmażyć naleśniki, że nosi kapelusz, pociesza swoją córeczkę i śmieje się najgłośniej na świecie. A potem nauczyła się wiersza na pamięć. A tata nie przyszedł… To znaczy przyszedł, ale tuż po tym, jak Florka już ten wiersz powiedziała. A powiedziała go do ściany, do podłogi i do innych Tatusiów. Bo pociąg się spóźnił… Wielka jest złość małej dziewczynki. Ta dziura we wszechświecie wydaje się przy tym nie do naprawienia. Ale potem wszystko kończy się wesoło, bo tata zabiera Florkę do parku, tam Florka mówi mu swój wierszyk, a potem idą do cukierni na tort z chrabąszczy. I wszystko jest już dobrze. Oprócz tego, że kolega Florki z grupy, Bazyl, w ogóle nie ma Taty… „Głupio mi teraz, że się złościłam na tatę za to spóźnienie. Bazyl nie ma się nawet na kogo złościć...”.
Taka jest Florka.
Kilkuletnia ryjówka. Co zajada się muchami w czekoladzie. Ale poza tym nic jej nie różni od zwykłej dziewczynki. Od takiej, która chodzi do przedszkola, ma ulubioną maskotkę, lubi bawić się na podwórku, ma kilka przyjaciółek, tańczy w balecie, choć wolałaby chodzić na boks i ma kolegę, który tańczy w balecie razem z nią, choć jego tata wolałby, żeby uprawiał boks.
A Florka o wszystkim tym opowiada w swoim dzienniku. Albo w listach – raz do najlepszej przyjaciółki Józefiny, która mieszka bardzo daleko od niej, a raz do ukochanej Babci. No i jeszcze w mejlach do Klemensa, tego koleżki od baletu - Klemens miał operację wycięcia wyrostka i przez jakiś czas musi zostać w szpitalu i nie można go odwiedzać.
Florka opowiada swój świat. Wszystkie ochy i achy, a czasem wybuchy gniewu, a czasem łzy, a czasem smutek. Gniew, gdy rodzą jej się bracia bliźniacy i wszyscy zapominają o niej (a przynajmniej jej się tak wydaje), wstyd, gdy w przedszkolu kłamie, że ma w domu agamę, chociaż tak naprawdę hoduje tylko złote rybki, smutek, gdy nie lubi jej nowa koleżanka z przedszkola, strach, gdy w nocy śni jej się czarny kot z żarówkami zamiast oczu, ból, gdy choruje na świnkę i chodzi z buzią obwiązaną szalikiem, zdziwienie, gdy wypada jej pierwszy ząb, dumę, gdy uczy się pływać, nudę, gdy jest chora i musi leżeć w łóżku, zaciekawienie, gdy czeka na to aż zasadzona fasolka wypuści pędy, ekscytację, gdy pierwszy raz idzie do teatru i wielką radość, że jej imię oznacza „kwiecista” i że rodzice nadali jej takie, bo gdy się urodziła, wyglądała zupełnie jak mały kwiatuszek!
Za to ją lubię – za cieszenie się z drobiazgów, za zwykłość, za codzienność, za to, że w tej zwykłości i codzienności odnajduje tyle emocji, barw i odcieni i za to, że mówi o wszystkim szczerze, z całym swoim kilkuletnim doświadczeniem życiowym. Nie boi się przyznać do błędu, nie koloruje siebie na różowo – jest szczera, spontaniczna, prawdziwa.

Majka lubi, bo to jej problemy, żywcem wyjęte ze świata i przeklejone do książki. Florka – koleżanka z leżaka obok. I tylko na kanapki raczej nie polecałabym się z nią zamieniać...












2 komentarze:

  1. Uwielbiamy Florkę. To jedna z naszych ukochanych bohaterek. Mają z Tosią podobne problemy, podobnie patrzą na świat, różni je jedynie jadłospis;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @TosiMama Bo to chyba właśnie na tym polega fenomen Florki - jest taka sama, a jednak inna - gdy chcesz, to się utożsamiasz, gdy nie chcesz, to niekoniecznie, możesz powiedzieć "no co ty, to ryjówka jest przecież!". A przy tym Florka jest bardzo prawdziwa - potrafi tupnąć nóżką, zrobić coś nie do końca fajnego... Jak wżyciu!

      Usuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...