Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 14 czerwca 2016

333. BĘDĘ DZIELNA!

ZOFIA STANECKA
„SAMODZIELNY. WSTAJE SAM”
„SAMODZIELNY. LEPIEJ WIE”
EGMONT, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁ TOMASZ SAMOJLIK
KONCEPCJA SERII MARIA ŚRODOŃ

Gdy mój Brat był mały i dopiero nauczył się wiązać buty, robił to przeraźliwie długo. Zawsze wszyscy, gotowi już do wyjścia, czekali w progu, a on wiązał. I wiązał. I wiązał. Długo. Z namaszczeniem. Z dokładnością. Pełen precyzji. Z perspektywy czasu wszyscy wspominamy to z rozrzewnieniem, trochę z nostalgią, w ramach rodzinnej anegdotki, ale także z podziwem. Z podziwem dla samych siebie, dla swojej cierpliwości. Jak my to wytrzymywaliśmy? (choć ja mam niejasne poczucie, że jako starsza siostra mało kiedy wytrzymywałam i chyba wybiegałam wcześniej, jeszcze w połowie pierwszej sznurówki…).
Teraz patrzę z perspektywy rodzica. Na moją córkę, która idzie do przedszkola… Najpierw zapina guziki. Albo niezwykle starannie myje sama zęby. Albo właśnie chce się nauczyć wiązać buty. Rano. Tuż przed siódmą. Gdy za chwil kilka odjedzie nasz tramwaj… Zaciskam zęby i oddaję w jej ręce jej własny zamek błyskawiczny… Albo gdy już szczęśliwie do tramwaju dotrzemy, gdy wsiądziemy, przejedziemy nasze przystanki i mamy do pokonania jeszcze tylko kilka kroków, gdy już już jestem u celu, będę mogła zostawić ją pod opieką i biec na niecierpliwiący się autobus, to ona ćwiczy równowagę na murku… Albo sprawdza jaki liść leży na ziemi pod naszymi nogami. Albo przechodzi przez ulicę, rozglądając się na boki – raz i dwa, raz i dwa, raz i dwa… Jej głowa lata w obydwie strony, ocenia ryzyko, upewnia się, czasem wraca z połowy jezdni… Zaciskam zęby, stoję na krawężniku i zastanawiam się, czy przez tę ulicę jechało coś kiedykolwiek…
Samuel Dzielny, w skrócie Samo, trzylatek, przedszkolak, syn swoich rodziców, boryka się z podobnymi problemami – chce być samodzielny i uczy się tej samodzielności w jedyny słuszny, jedyny możliwy sposób - empirycznie!
Na przykład pewnego dnia wstaje dużo wcześniej niż rodzice i stwierdza, że nie musi ich budzić, że wszystko da radę zrobić sam. Najpierw opatruje sobie stłuczoną przy wstawaniu z łóżka pupę - plasterkami, wielką ilością plasterków. A że są z samochodami… To tylko sprawia, że boli go jeszcze głowa i że tam też trzeba nakleić plaster. Samo także samodzielnie robi siusiu. Wspaniale! Jest z siebie taki dumny, że dowody niesie w nocniku wprost do sypialni rodziców. A żeby przypadkiem nie przegapili tego, co się wydarzyło, stawia nocnik tuż tuż przy łóżku… No tak, jeszcze śniadanie – rozsypane płatki, wylany sok, mokra bluza. No ale przecież wystarczy bluzę wyprać… A przy okazji umyć kota, lustro, zlew… A skoro bluza już i tak jest mokra, a on został goły, to znaczy, że trzeba się ubrać. Też sam, oczywiście. Majtki z nogami w jednym otworze, koszulka tył na przód… A wszystko tak zmęczyło Samo, że razem z ukochanym kotem zasnął na ulubionej, świeżo wypranej koszuli Taty…
Innym razem, tuż po obudzeniu, Samo doszedł do wniosku, że jest słoniem. Czy słonie chodzą do przedszkola? Czy jedzą łyżką? Czy są leleganckie? Na pewno nie! Słonie jedzą trąbą (rękami, skoro trąby brak!), chodzą do zoo i pryskają wodą w trąby! Na jeden dzień Samo staje się więc słoniem. A na drugi, gdy rodzice są już na słoniowatość Samo doskonale przygotowani, okazuje się, że słonia nie ma, że zamiast Samo budzi się samochód, który robi brum brum… Ciekawe, czy samochody chodzą do przedszkola…
Tak, dzieci są nieprzewidywalne! Są pełne pomysłów, a te pomysły wylatują z nich w powietrze jak bomby! I trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby nie krzyczeć, nie strofować, pozwalać rozwijać tę wyobraźnię i zrozumieć, czym jest słoń i że musi jeść owsiankę rękami, skoro nie ma trąby! Zaprawdę trudna jest droga, na którą wkracza rodzic, stając się rodzicem. Musi tak bardzo otworzyć się na drugiego człowieka, że to aż niewiarygodne.
Historyjki o Samo – są bliskie naszym sercom. Mojemu, bo doskonale rozumiem jego rodziców, którzy muszą czasem zacisnąć zęby w imię lepszej sprawy, wychowania i wpajania zasad świata. Którzy muszą sami sobie tłumaczyć swoje dziecko, przekładać je na język dorosłych, żeby wiedzieć, czego po nich oczekiwać, jak się w danej sytuacji zachować, żeby nie podciąć skrzydeł, ale też nie pozwolić na zbyt dużo (czy ktoś mówił, że będzie łatwo?). Całe szczęście, że na końcu książki jest kilka rad i wskazówek od pani psycholog. Hasłowo, skrótowo, ale to, co najważniejsze, co zawsze powinniśmy pamiętać! (daj jej zapiąć guziki, ona to potrafi! A litr mleka to dla niej dużo większy ciężar, niż dla Ciebie, dlatego może się rozlać z pełnej butelki! Nie wyręczaj i nie strofuj, bo się nie nauczy!) Moje serce bije też szybciej, ze względu na ilustracje – Tomasz Samojlik we własnej osobie, stworzył ilustracje dużo, przestronne, bogate w treść, ubogie w kolor. Jasne, czytelne, bardzo pasują do tej książki.

Dla Majki Samo, to takie trochę lustro - odnajduje w nim siebie i pewnie doskonale go rozumie. „Dzisiaj mamo jestem ślimakiem!” - mówi rano, a ja muszę pamiętać, żeby jej nie wystraszyć, bo schowa się do swojego domu i nie wyjdzie zobaczyć, jaki świat jest piękny!












1 komentarz:

  1. Bardzo podobają mi się te książeczki, tylko martwi mnie jedna sprawa - widziałam, że Samo sepleni i jest to bardzo obrazowo przedstawione w tych historyjkach. Niestety uważam, że nie jest to dobry pomysł w przypadku maluchów, które powinny uczyć się poprawnej wymowy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...