Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

piątek, 3 czerwca 2016

330. DLACZEGO NIE ŚPIĘ W NOCY

ASTRID LINDGREN
„RASMUS, PONTUS I PIES TOKER”
(TŁ. ANNA WĘGLAŃSKA)
NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 2016

Podkrążone oczy.
Piasek w źrenicach.
Ból kręgosłupa.
Ziewanie co kilka sekund.
Przysypianie w autobusie, w drodze do pracy, z głową opartą o twardą szybę, a głowa jakimś dziwnym sposobem odbiera przejazd po najmniejszym kamyku – coś jak księżniczka na ziarnku grochu…
Uwielbiam to! To oznaki nocy z książką, nocy, gdy nie mogłam się powstrzymać i czytałam wciąż „jeszcze tylko ostatni rozdział”. Uwielbiam tym bardziej, że dawno już nie czułam tego całego zmęczenia, nie przytrzymywałam dłonią opadających powiek, aż do chwili, gdy w moje ręce trafiła kolejna Astrid. Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że to jedna z moich ulubionych pisarek, a z każdą kolejną pozycją, którą sobie przypominam po latach albo poznaję, utwierdzam się w tym nieśmiałym przekonaniu. Za humor ją kocham, za szacunek do dzieci, za tą beztroskę, jaką daje im w darze w swoich książkach, za to, że każdy jeden bohater jej książek to kolega/koleżanka poprzedniego, że mogliby wszyscy wychowywać się na jednym podwórku, ale jednak każde z nich jest inne. Że jej wyobraźnia (albo pamięć – bo mam głęboko w sobie przeświadczenie, że wiele z tych przygód zdarzyło się naprawdę, kiedyś, dawno temu w Vimmerby, gdy Astrid chodziła po drzewach…) jest tak bujna i taka nieograniczona. Że przekraczała granice, łamała o kolano bariery świata i czasu, w którym pisała i dawała dzieciom tyle powietrza, ile potrzebowały, żeby tak naprawdę odetchnąć.
Tym razem kryminał – czyli zagadka, czyli zbrodnia, czyli detektywi, czyli pościgi… Czyli niebezpiecznie…. Czyli ciekawie na jakąś 3 w nocy, kiedy zamyka się tylną okładkę.
Sprawa jest nader prosta i nader skomplikowana. Jest prawie lato, wakacje można już zobaczyć z oddali i wcale nie chce się już uczyć o tym, ile żołądków ma krowa i jak się wszystkie cztery nazywają, ale wciąż jeszcze trzeba siedzieć w szkolnej ławce. Jednak gdy do miasta przyjeżdża wesołe miasteczko Rasmus i Pontus, dwóch jedenastoletnich przyjaciół, po prostu muszą tam iść bez względu na wszystko. Wygrzebują z kieszeni ostatnie drobne, zebrane z ostatniej sprzedaży złomu i pędzą do miasta, zapominając o wszystkich żwaczach i trawieńcach. I wszystko przez to, że nie uważali. Przez przypadek wydali prawie wszystkie pieniądze, a chcieli przecież zobaczyć połykacza mieczy! W rezultacie wchodzą na przedstawienie na gapę i to jest już drugi błąd. Trzeci ma związek z Pricken, starszą siostrą Rasmusa. I trzeci błąd jest z miłości. Z miłości Pricken i Joakima, na której cieniem kładzie się jakaś waza, jakiś pocałunek i jakaś zazdrość. Nie do końca Rasmus orientuje się w całęj sytaucji, ale wie jedno – jego siostra jest nieszczęsliwa i on musi jej pomóc. A skoro Rasmus tak postanowił, to Pontus skacze za nim w ogień. Niestety za tymi dwoma skacze też Toker, który jest błędem czwartym. Bo sytuacja jaka z tych wszystkich błędów powstała jest naprawdę niewesoła – Rasmus i Pontus są świadkami kradzieży całej góry srebra, a nie mogą donieść na złodzii policji, ponieważ złodzieje wzięli zakładnika – psa Toera, najukochańszego, najcudowniejszego, najbardziej dobrotliwego psa na całej kuli ziemskiej?! A do tego honor Pricken i jej dobry humor nie do końca zostały uratowane! Wszystko jest nie tak, jak trzeba! Rasmus i Pontus muszą stawić czoła wielu niebezpieczeństwom, żeby naprawić wszystko to, co się popsuło. A jednym z niebezpieczeństw jest niewątpliwie pewien połykacz noży z wesołego miasteczka…
Jak to się świetnie czyta! Jak to się toczy, jak rozpędzony okrągły kamyk z wysokiej góry! I jak brzuch boli od czytania tej książki! Boli od śmiechu, bo Lindgren zadbała o wyjątkowe poczcie humoru u Rasmusa.

Ale pomimo bólu wszelkich warto! A jakby ktoś miał po zarwanej nocy klasówkę z żołądków krowy, to podpowiem, że jest ich cztery. Ale „czy uważacie, że krowy wiedzą, jak się nazywają ich żołądki? (…) Jeśli one nie pilnują własnych trawieńców, dlaczego my mamy to robić? (…) Nie można iść wcześniej do wesołego miasteczka tylko dlatego, że trzeba sobie przyswajać tyle wiadomości o krowach, których ani trochę to nie obchodzi.” [s.33]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...