Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 8 marca 2016

311. WPŁYW GRY MEMORY JAKO PRZEDMIOTU ARTYSTYCZNEGO NA CZĘSTOLIWOŚĆ BRANIA PRZEZ DOROSŁYCH UDZIAŁU W ROZGRYWKACH W GRY, W KTÓRE NOTORYCZNIE PRZEGRYWAJĄ

Gram ja. Gra Ona (córka). Gra On (Tata/Mąż). Gra mama/babcia. Zdarza się nawet, że gra tata/dziadek. Zasada jest jedna, ale nie prosta – zapamiętaj! Kwadraciki mienią się w oczach, mylą się strony, odliczane w pocie czoła kafelki, okazują się kryć nie ten obrazek, co potrzeba… Wysiłek umysłowy, jaki towarzyszy tej grze, wyciska z dorosłych siódme poty (nawet ósme niekiedy!). Chyba, że jest się dziewczynką lat 3,3, wtedy doskonale wskazuje się gdzie leży para. Jakby miało się w oczach skaner jakiś. Specjalny memo-skaner, wbudowany w dziecięce oprogramowanie. Czy coś. Więc zasada może nie jest prosta (dla niektórych), ale zrozumiała. Nawet dla dwulatka, z którym można rozgrywać partię ograniczoną ilością kafelków (tym młodszym polecam grę w „otwarte karty”).To gra uniwersalna, bo przy stole (ba! na kawałku koca, na ławce, na podłodze albo na szczycie zjeżdżalni) może usiąść każdy – mały, duży, anglojęzyczny, polskojęzyczny albo nawet ktoś, kto mówi po łacinie.
Memo robią wszyscy. Nie wiem, kto wymyślił tę grę (pewnie pochodzi z czasów starożytnych), ale nie opatentował jej i dzięki temu/z tego powodu jest to chyba najczęściej produkowana gra na świecie. Memo są przeróżne – z wszelkimi możliwymi motywami, w wielu kolorach i rozmiarach. My też jesteśmy właścicielkami całkiem pokaźnej kolekcji. Dzięki temu rozgrywamy memo-turnieje, w których oczywiście najczęściej przegrywam.
Ale żeby mieć stuprocentową przyjemność z gry, potrzebna jest mi jedna rzecz – pozornie zbędna i nieważna. Ostatnio bowiem zaczęłam zwracać uwagę na memo, jako przedmiot, ale też jako dzieło artysty. Komputerowe grafiki robione przez osoby, które projektują zabawki między projektowaniem rzuciku na ceratowy obrus i kafelki kuchenne, zaczęły śnić mi się po nocach. I to zdecydowanie były koszmary, z których chciałam obudzić się przed dźwiękiem budzika! Seryjne produkcje, w których sowa wygląda jak świnka, a świnka jak krówka...
Ale czasem znajduje się skarb. Przez przypadek. Gdzieś w odmętach internetu, przeładowanego kolorami, mignie czarna kreska, bogata w szczegóły grafika, rysunek, od którego nie można oderwać oczu. Jak po sznurku (jak po linie!), idzie się za nim oczami i trafia się na stronę Zagrywek. Coś pięknego! Od razu chwyta się za portfel i nie bacząc na cenę sprowadza do domu memo zaprojektowane z sercem. Memo od Zagrywek to jedna z naszych ulubionych wersji. Zaprojektowana z dbałością o szczegóły, wychuchana, wypieszczona…
Po pierwsze grafiki – dzieło dwóch zdolnych dziewczyn Magdy Stadnik i Kasi Walentynowicz. Widać każde piórko, ostrość dzióbka, haczykowatość pazurów. Banlane to strasznie, ale powiem – piękne są!
Po drugie temat – to memo „o czymś”. O czym? O gatunkach chronionych w Polsce. My mamy ptaki, ale prędzej czy później złapiemy wszystkie sroki za ogon i będziemy miały też zwierzęta chronione w Polsce o najpiękniejszych nazwach! (jestem zachwycona pomysłem na tę wersję! Nie boję się użyć słowa – doskonały!). Dziewczyny naprawdę przeczytały spis gatunków zwierząt objętych ochroną ścisłą i wybrały 15 gatunków ptaków/zwierzaków. To jest więc gra z misją, gra dzięki której moje dziecko podśpiewuje sobie pod nosem „batalion, żuraw (no dobra, mówi żyraf!), płomykówka”… Dziewczyny na tym nie poprzestały, bo do pudełeczka oprócz zasad gry wrzuciły ulotkę z paroma zdaniami na temat każdego z gatunków. No na przykład o tym, że dudek w sytuacji zagrożenia rozpłaszcza się na ziemi z rozpostartymi skrzydłami; albo że pani głuszyca czasem zakochuje się w cietrzewiu; albo że małe turkany chodzą do żłobka.
Po trzecie jakość – solidne, mocne kartoniki, nie do zdarcia! W solidnym, mocnym pudełku. Kafelków jest 30. I pudełko jest na trzy rzędy i jest małe i jest idealne do dziecięcego plecaka!
I bonus – kafelek z głuptakiem jest pusty – można samemu narysować swojego ptaszka. Więc nic tylko sięgnąć po atlas ptaków i szukać – jak wygląda ten głuptak? My się nie odważyłyśmy narysować czegokolwiek na swoim. Żal mi, bo ja nie umiem rysować tak pięknie jak dziewczyny, a Majka zbyt mocno kocha różowy.

Zachwycam się, zakochana jestem po uszy, zafascynowana. Niesamowicie, nieznośnie, niezwykle, nieziemsko podoba mi się to memo. Kibicuję dziewczynom, bo mam egoistyczną nadzieję, że na tym nie poprzestaną.   













2 komentarze:

  1. coś pięknego! i mam na myśli nie tylko ryciny na kartonikach, ale i na celne uwagi na temat memo w ogóle i tego w szczególności
    (jeśli chciałabyś podzielić się tym wpisem w projekcie Grajmy! to serdecznie zapraszam!)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...