Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 2 marca 2016

308. NIEPOZORNOŚCI

„Takie małe?” - pomyślałam, otwierając tekturowe pudełko. Wydawało mi się, że w grze o budowaniu z klocków, to klocki są najważniejsze. Że będą duże, okazałe, że poza grą da się z nich wybudować co najmniej trzy pałace. A te klocki mogę zamknąć w dwóch garściach… Małe i tylko w czterech kolorach… Nie ma różu, nie ma fioletu, nie ma brokatu… Ot, zwykłe klocki i talia kart.
Nie-zwykłe…
Wczytałam się w instrukcję i dostrzegłam, jak wielki potencjał ma ta gra! Przede wszystkim – to gra zespołowa! Gra, w której chodzi o znalezienie wspólnego języka, o komunikację – nie tylko słowną, ale też pozawerbalną, o to, by stworzyć coś razem, wspólnie, coś, co będzie premiowane punktami, może nawet wygraną. A co? Budowlę z klocków! Mamy dwa rodzaje kart, które są najważniejsze – to karty zasad i karty kształtu. I dwóch graczy w jednej drużynie – Architekta, który będzie kierował pracą i Budowniczego, który będzie rękami tego pierwszego. Architekt spogląda na kartę z ułożonym z klocków kształtem. Każda karta to tylko zarys budowli, nie widać poszczególnych klocków. Wskazówką staje się liczba, umieszczona na karcie – tyle klocków powinno być w gotowej konstrukcji.
I zaczyna się zabawa! Architekt ma ograniczone pole manewru. Bo niby mówi, co chce, ale nie można mu używać liczby klocków, wskazanej na karcie. Nie można też dotykać klocków, można je jedynie wskazywać. I to też nie zawsze, bo w każdej rundzie pojawia się karta zasad. A to budowla musi się składać z klocków wszystkich kolorów. A to Budowniczy musi budować, używając tylko swojej „słabszej” ręki, albo mając skrzyżowane ze sobą palce wskazujący i środkowy. A to Architekci nie mogą nic mówić. Albo – wersja ekstremalna – muszą siedzieć plecami do Budowniczego, żeby nie widzieć jego budowli… Prawda, że wtedy komunikacja musi się wznieść na wyżyny? Trzeba nie tylko umieć mówić, ale też słuchać! A czas leci, a drużyna przeciwna ma już budowlę prawie gotową. Mimo tych palców skrzyżowanych!
Gdy Architekt uzna budowlę za skończoną, konstrukcje kładzie się na karcie i sprawdza, czy jest zbudowana poprawnie! I tu kłaniam się jednak nisko rozmiarowi klocków! Bo jak wielkie musiałyby być te karty, gdyby klocki były jak cegły do budowy pałaców! Przemyślane w ułamkach centymetrów!
Oczywiście Majka jest za mała na taką grę (sugerowany wiek to 8+). Ale bawiłam się z nią niezgorzej! Dla młodszych dzieci przewidziana jest tzw. „szybka gra”. Jej zasady są dużo prostsze – przede wszystkim budujemy sami dla siebie no i nie ma unieruchomionych kciuków, albo zamkniętych oczu. A już samo odwzorowywanie budowli to świetna zabawa i genialny trening konstrukcyjny! To nie jest wcale tak proste, jak może się wydawać! To nie wieża z sześciu klocków nałożonych na siebie, ale budowle, nad którymi trzeba się pogłowić i przy których dorośli też nie będą się nudzić!
Wersja dla zupełnych maluchów może opierać się na tej rodzicielsko-dziecięcej współpracy. Rodzic może z zapałem konstruować kolejne kształty, sprawdzając siebie samego (co też czyniłam z wielką chęcią i ochotą – hurtowo!), a Dziecko może dostać zadanie – znajdź ten kształt na kartach! Sprawdzać może się samo – bo wiadomo – przykłada budowlę do karty i gotowe! A potem może takiego klockowego wygibasa odrysować na kartce papieru i pokolorować takimi kolorami, jak klocki, które zostały użyte, do jego zrobienia. I mimo że do 8+ nam daleko, to i tak świetnie się grą bawiłyśmy.
Zachwyciłam się – niepozorna jest ta gra, niepozorne to pudełko, a w środku coś naprawdę wartościowego. I kajam się sama przed sobą za to „ocenianie książki po okładce”!










Szczegółowe zasady u wydawcy – Black Monk.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...