Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 8 sierpnia 2019

626. NIE PODGLĄDAĆ ZAKOŃCZENIA!


TANIA DEL RIO
„WARREN XIII. I. WSZYSTKOWIDZĄCE OKO”
(TŁ. WOJCIECH GÓRNAŚ)
TADAM, WARSZAWA 2019
ILUSTROWAŁ WILL STAEHLE

Majka zamknęła się w pokoju. Buduje. Nie mówi co. Słyszę tylko klikanie klocków. W końcu zaprasza mnie do siebie i każe zgadywać co to. Marszczę brwi i nie odpowiadam, więc kręci z politowaniem głową i rozwiązuje zagadkę: „To Wszystkowidzące Oko!”. A, prawda! Wygląda zupełnie jak ono – tu dłuższe, tam krótsze, tu większe, tam mniejsze… Pewnie teraz chcielibyście zobaczyć zdjęcie majkowej budowli, ale nic z tego! Czym jest Wszystkowidzące Oko dowie się jedynie ten, który przeczyta książkę i rozwiąże wszystkie zagadki.
Najbardziej zależy na tym pewnemu chłopcu i jego ciotce. Chłopiec to Warren XIII, dziedzic przepięknego (niegdyś) hotelu. Gdy umarł jego ojciec, pieczę nad hotelem przejął wujek – leniwy nieudacznik, którego nie obchodzi ani hotel ani Warren. Chłopak, starając się nie dopuścić do zatracenia dziedzictwa swojej rodziny, codziennie wypełnia długaśną listę obowiązków – odkurza, pucuje, myje, zamiata, układa. Choć w hotelu od dawien dawna nie zatrzymał się żaden gość. Warren wierzy jednak, że może jeszcze kiedyś hotel odzyska swą sławę. I gości. Z pustych pokoi zadowolona jest natomiast ciotka Warrena, Anakonda. Wyszła za wuja Ruperta cztery miesiące temu. I wciąż z ich słów i drobnych gestów ścieka lukier. Tyle tylko, że Anakonda nie do końca ma czyste intencje. Rupert jest dla niej jedynie sposobem na spełnienie marzenia. A marzeniem jest odnalezienie Wszystkowidzącego Oka. Czym jest Wszystkowidzące Oko? Anakonda twierdzi, że przedmiotem magicznym. Warren, że jedynie starą rodzinną legendą. Nie wierzy w jego istnienie. Z zaciśniętymi zębami sprząta kolejne pokoje, które ciotka plądruje w poszukiwaniu skarbu. Rupert nie ma zdania. Nie uczestniczy w zimnej wojnie między swoim bratankiem i ukochaną żoną. Je i śpi, chętnie oddając hotel i chłopca we władanie Anakondy. Brzmi przerażająco? Bo tak właśnie jest! Anakonda nienawidzi Warrena, znęca się nad nim, głodzi go i poniża. A chłopak nie może nic zrobić. Marzy o tym, że kiedyś jego los się odmieni.
A zmiana zaczyna się, gdy pod drzwi hotelu zajeżdża samochód. Pierwszy od pięciu lat. Do hotelu wkracza gość. Co prawda jest dość dziwny – jest cały owinięty bandażami, nie mówi, do komunikacji używa kartek. Ale chce się zatrzymać w warrenowym hotelu, a chłopak postanawia obsłużyć gościa najlepiej, jak potrafi. Nawet nie przypuszcza, że pod bandażami kryje się…
Oczywiście, że tego nie zdradzę! Odwijanie kolejnych warstw bandaży z tej książki, to jej cały urok.
A czegóż tu nie ma?! Mumia – to już wspominałam. Czarownice – naliczyłam trzy, w porywach do czterech. Potwór w piwnicy – sztuk jeden, ale za to jaki! Dziewczynka, która potrafi znikać – osobliwa… Pirat – czy Warren ucieknie z nim ze swojego hotelu, żeby w końcu uwolnić się od ciotki i jałowego, smutnego życia? Bibliotekarz, nauczyciel i przyjaciel w jednym – jedna z nielicznych przyjaznych Warrenowi dusz (jest jeszcze kucharz, który w tajemnicy przed ciotką dokarmia chłopaka). No i jest Wszystkowidzące Oko… To, co mogę zdradzić (i poniekąd już to zrobiłam), to że naprawdę istnieje. I jest… wielkim, ogromnym skarbem!
Świetnie się nam czytało tę książkę! Przede wszystkim bardzo szybko i intensywnie, bo chciałyśmy wiedzieć, czym jest WO. Przedzierałyśmy się przez gąszcz zagadek, czasem musiałyśmy czytać tekst przy pomocy lusterka, nieustannie towarzyszyła nam pewna rymowanka, którą Majka do tej pory umie wyrecytować:
„Kiedy Warrenowe Serce usłyszy dźwięk grany przez dłoń prawowitą,
Wszystkowidzące Oko da jej władzę nad tą krainą znakomitą.
A gdy Warrenowe Serce ujrzy słowa przez prawowitego człeka pisane,
wedle rozkazu Wszystkowidzącego Oka hotel stać przestanie.
Intrygujące, prawda? No pewnie! Dużo tu pościgów, czarów, zagadek i momentów, gdy czyjeś życie wisi na włosku. Więc nie sposób oderwać się od tej lektury.
A do tego te grafiki! Doskonałe! I skład książki! Uwielbiam, gdy projektant tak bawi się przestrzenią na stronie – miesza czcionki, dodaje rysunki. Jestem zachwycona, zakochana w tym, jak ta książka wygląda.
No i to zakończenie! Absolutnie nie spodziewałam się, że Wszystkowidzące Oko to… założę się, że większość czytelników podpisze się pod tym (niedokończonym) zdaniem. No chyba, że zajrzeli na koniec książki, co absolutnie odradzam. WO jest tam pięknie wyrysowane, niemal jak instrukcja do budowy z klocków, ale szkoda psuć sobie zabawę. Lepiej dać się zaskoczyć, dojść do prawdy powoli, a potem otworzyć szerzej oczy i zapytać: „Naprawdę?!”.
My już czekamy na kolejny tom – mamy nadzieję (graniczącą z pewnością), że Wszystkowidzące Oko zostanie w nim użyte. A z tego może wyniknąć tylko kolejna dobra książka.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...