Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 8 lutego 2017

386. PRZYPADKIEM NIE OMIJAĆ!

KATHERINE APPLEGATE
„JEDYNY I NIEPOWTARZALNY IVAN”
(TŁ. MAGDALENA ZIELIŃSKA)
CZYTAM, WARSZAWA 2014
ILUSTROWAŁA PATRICIA CASTELAO

Wracają ze spaceru. Ona zadowolona, w podskokach. On jakiś zdenerwowany, sfrustrowany. Gdy tylko zamykają się za nimi drzwi wejściowe, wylewa się z niego ogrom złości: „Jak to możliwe?! Jakim prawem?! Komu w ogóle przyszło do głowy, że może tak robić?!”. Przechodzili obok sklepu zoologicznego. Obserwowali przez szybę myszki, szczury, rybki, ptaki… I nagle dotarł do niego absurd tej sytuacji, dotarła do niego jej groza… Po jednej stronie szyby oni – mężczyzna i roześmiana czterolatka. Ludzie. Po drugiej istoty żywe, które oddychają, myślą, tylko mówią trochę inaczej… Nikt nie pytał ich czy chcą siedzieć w klatkach, akwariach i na wybiegach. Ktoś tak po prostu zdecydował. A teraz czeka, aż drugi ktoś przyjdzie, obejrzy sierść, zęby, pazury, oczy i kupi – lub nie…
„Zapominam, kim powinienem być. Czy jestem człowiekiem? Czy jestem gorylem?
Ludzie mają zbyt wiele słów, więcej, niż potrzebują.
A jednak nie ma nazwy na to, czym jestem”.
Ivan. Tak po protu. Jedyny i niepowtarzalny. Najpierw był maskotką człowieka, przebieraną w dziecięce ubranka, karmioną przy stole z dziecięcej łyżeczki, kochaną zupełnie jak syn. A później coś się zmieniło i wylądował za szybą. Ma być atrakcją centrum handlowego. Doskonale wie, czego ludzie oczekują od goryli, więc dostosowuje się do ich pragnień – najczęściej rzuca w nich swoimi kupami. „Wystarczy, że jesteś” - mówi jego przyjaciel Mack. Jego opiekun. Jego właściciel. Stella ma gorzej – musi tańczyć, stawać na tylnych nogach i wykonywać jeszcze inne dziwne sztuczki. A przecież jest słoniem… Ivan ma najlepiej. Robi tylko to, co lubi. Bo lubi jeść, a ludzie lubią obserwować, gdy je. I lubi rysować… Dostał kiedyś kredkę od Julki, córki sprzątacza. Najpierw obserwował, co z nią robi dziewczynka, a potem zaczął ją naśladować. Małpować można by przecież rzec… I teraz tak sobie rysują, we dwójkę. I bardzo to lubią. A Mack zabiera rysunki i sprzedaje w sklepiku z pamiątkami. Czasem nawet w wersji z ramką…
Życie Ivana to obserwowanie, myślenie, wspominanie. Nie ma dla siebie swojego ciała, bo to należy przecież do człowieka, ale ma dla siebie swój umysł. Jest inteligentny, bystry, spostrzegawczy, ciekawy świata, choć jego ciekawość odbija się zwykle od grubej szyby jego klatki. Przecież jest gorylem, przecież można go sobie tak po prostu wziąć z gęstwiny dżungli i umieścić w samym środku centrum handlowego... Tak samo jak słonia, papugę, fokę… Ivan kocha ludzi, a przynajmniej jednego człowieka – Macka, dlatego nie skarży się na swój los. Jakże mogłoby być inaczej? Jakże mógłby tęsknić do rodziny – mamy, taty, siostry, jakże mógłby tęsknić do dżungli, zieleni liści i błota, którym kiedyś, dawno temu, malował rysunki na skałach? Przecież jest tylko gorylem! Ale wszystko do czasu – w centrum handlowym pojawia się mała słoniczka, Ruby, a Mack obiecuje coś swojej najlepszej przyjaciółce, Stelli… I nie będzie już mógł ignorować faktu, że jest srebrnogrzbietym…
Przeszłabym obok tej książki obojętnie. Ot, jakaś tam historyjka o zwierzakach. Infantylne rysunki. Uśmiechnięte słoniątko na okładce. A w środku może jeszcze naklejki? Nie! W środku mądry, pięknie napisany tekst o tym, że każda ziemska istota myśli, czuje, tworzy. W środku dużo ładnych słów, powiązanych ze sobą w pęczki, poukładanych we łzy wzruszenia. Trochę też wstydu - za nasze człowieczeństwo pełne wad i wątpliwych przywilejów, za obsadzanie się w roli boga, które zbyt łatwo nam przychodzi, za nasze przekonanie o ludzkiej nieomylności, choć przecież errare humanum est, za przekonanie, że nawet jeśli pochodzimy od małpy, to przecież ludzki język, pieniądze, centra handlowe i umiejętność budowania szklanych klatek, czyni nas kimś lepszym.
W środku tak zwyczajnie piękna historia o przyjaźni, o dawaniu obietnic i dotrzymywaniu ich nawet, jeśli trzeba poświęcić siebie, o rozumieniu drugiego – nieważne – człowieka czy małpy, o pasji tworzenia, o spełnianiu się, o sensie. Siedzisz w skórze wielkiego, dwudziestoletniego goryla, który pół swojego życia spędził w szklanej klatce, obserwujesz ludzi i zdajesz sobie nagle sprawę, że Ivan mówi o człowieku z pewną troską – człowiek jest przecież taki ułomny, taki niezaradny życiowo, takie problemy stwarza sam sobie!, ale też z pobłażaniem, z lekkim uśmieszkiem na ustach, z przymrużeniem oka, a czasem z przyganą, z niedowierzaniem - „Ludzie marnują słowa. Rzucają je jak skórki z bananów i pozwalają, by zgniły. Każdy wie, że skórka jest najlepsza.” No i jak to jest napisane!

Jedyny i niepowtarzalny traktat o człowieczeństwie!  






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...