Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 12 października 2016

354. STOPNIOWANIE PRZYMIOTNIKÓW

MIKOŁAJ GOLACHOWSKI
„GĘBY, DZIOBY I NOCHALE”
BABARYBA, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁA MROUX

MIKOŁAJ GOLACHOWSKI
„PUPY, OGONKI I KUPERKI” WERSJA AUDIO
BABARYBA, WARSZAWA 2016
CZYTA WIKTOR ZBOROWSKI

Od czasu „Pup” myślałam, że lepiej być nie może. Te wszystkie ogony, kupry, cała ta odbytowa sprawa wyłożona przez Golachowskiego, podkreślona przez Mroux lekkim oczu przymrużeniem, była tak fascynująca! Ale Golachowski obszedł zwierzaki dookoła i tym razem zajrzał im w oczy. Od pupy strony było ciekawie, ale tu też jest zaskakująco. Myślałam, że oczy, głowy, nosy, rogi to same oczywistości, że skoro to tak na przedzie, tak na widoku, tak zupełnie nieschowane, to sprawa jest prosta i o czym tu właściwie pisać? No bo głowę, to chyba ma każdy i buzię albo gębę, w zależności od gatunku. Okazuje się jednak, że fronty zwierząt też nie są oczywiste…
No bo taki na przykład waran. Zwany też smokiem. Ten smok to nie tylko z powodu jego jaszczurczego, pradawnego wyglądu. Ten smok to dlatego, że ma sześćdziesiąt zębów. Takich na dwa i pół centymetra. Ale to jeszcze nic – on tych zębów NIGDY nie myje. Smród z jego paszczy obezwładnia do tego stopnia, że bardzo długo sądzono, iż ofiara warana umiera nie tyle od samej rany, zadanej jego zębowym garniturem, ale od bakterii, które z waraniej paszczy na tę ranę się przenoszą!
Albo dla przykładu ryba-kleks. To najbrzydsza ryba na świecie, ba! Najbrzydsze zwierzę na świecie. Jest tak brzydka, że nie doczekała się nawet polskiej nazwy, a ten kleks to wolne tłumaczenie jej angielskiego imienia – blobfish. Ryba bez jednego mięśnia, która po wyjęciu z wody rozpływa się po prostu jak wielki kleks.
A żaba na ten przykład? No zwyczajnie, żaba, taka jak wszędzie. Okazuje się, że żaba jest kompletnie pozbawiona mimiki i dlatego zawsze jej pysk wygląda identycznie. Podeszczowniki na przykład wiecznie wyglądają na nadąsane (nic jednak w tym dziwnego, gdy się im bliżej przyjrzeć – mają tak krótkie łapy, że nie mogą objąć swojej wybranki i muszą wydzielać specjalny klej, żeby im żabia pani nie uciekła. Samce więc minę mają nietęgą, bo nie dają rady, a samice – to chyba oczywiste). Ale wśród żab jest też gęba ze wszech miar niezwykła - gęba żaby Darwina. Gdy samica złoży skrzek, to samiec natychmiast rzeczoną gębą połyka własne dzieci i przechowuje je w workach rezonansowych aż do chwili, gdy się rozwiną…
A nosów i gąb niezwykłych jest jeszcze wiele a wiele – gwiazdonos na przykład, albo gęba czaszółki czy szczęka węża jajożera, która nie ma kości…
Czytam te wszelkie niezwykłości i przedziwności i nachodzi mnie refleksja, że Matka Natura jest matką genialną! Że w procesie ewolucji pozwoliła na wykształcenie rozwiązań, o którym nie śniło się filozofom, że jest matką troskliwą i opiekuńczą, nikogo nie pozostawia samemu sobie, że jeśli ktoś nie ma ręki, to dostanie trąbę, jak słoń. Jeśli ktoś tak, jak mrówkojad musi kopać w mrowisku, to wyposaża go w potężne i ostre pazury. Ale to nie wszystko! Żeby się nie tępiły, to uczy go chodzić na kostkach! A z kolei małemu błazenkowi, którego może zjeść każda inna ryba w ocenie, dała odporność na jad ukwiała. I dzięki temu w ukwiale chroni się przed drapieżnikami. Ale natura czasem jest zbyt hojna w swojej troskliwości. Bo jeśli spojrzeć na pancerzowca cymothoa… To jest koszmar jakiś! Spać nie mogłam, myśląc o tym, że może być doskonałym bohaterem thrillera… On to bowiem wpływa sobie do rybki przez skrzela. Przysysa się do jej języka i pije krew. Już jest strasznie, co? A to dopiero początek tego horroru! Rybi język, pozbawiony krwi, zanika, a maleńki, czterocentymetrowy skorupiaczek, zajmuje jego miejsce… Ciary po plecach! No niby nic więcej tej rybie nie robi, przejmuje wszystkie funkcje języka i żywi się okruchami, ale… tuś jednak przegięła, Matko Naturo!
I takich zatrważających, rozczulających, zaskakujących historii jest tutaj 31. Książkę zamyka WYCHUCHOL, więc warto doczytać do końca!
Myślałam więc na pupy patrząc, że nie może być już lepiej. Ale może – wtedy, gdy w komplecie z pupą jest też gęba!












Ale, ale, stopniowanie przymiotników ma trzy schodki! I owszem, jest też naj-! Naj-lepiej. Bo oto nadchodzą „Pupy” w wersji deluxe! Nie mogę się opanować, by zaprzestać używania wykrzykników! Bo te pupy są teraz CZY-TA-NE! Prosto do ucha! Po mistrzowsku! Przez Zborowskiego! Wiktora! Uważam, że to jeden a najlepszych polskich głosów, co wynika pewnie z faktu, że to nie tylko lektor, ale aktor. Z doskonałą dykcją, z perfekcyjną modulacją głosu, z fantastycznym polskim akcentem. Zastanawiałam się, jak można przeczytać książkę, bądź co bądź popularnonaukową, w taki sposób, że będzie się chciało tego słuchać. No można! Ja jestem zachwycona!

Więc w skrócie powiem – było dobrze, jest najlepiej!





3 komentarze:

  1. Pamiętam ognioodporną pupę wombata i hipciowy rozpylacz do guana. A z gąb, to niesporczaka :) Świetne książki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że się podoba! Będzie więcej :-) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Autor do Was napisał. Zazdroszcze ;-)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...