Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

niedziela, 3 stycznia 2016

299. CODZIENNA GNIETNOŚĆ

Sześć piankowych zwierzaków. Świnka, kózka, krówka, owca, kurczak i koń (w niektórych kręgach mylony z guźcem). Uciekły z farmy i to my musimy je sprowadzić z powrotem. Zasada jest prosta – rzucasz kośćmi, sprawdzasz, czy zgadzają się kolory i CHWYTASZ! My na razie gramy w wersję prostszą – gdy przypadkowo zamiast wskazanej na karcie kozy chwyci się owcę (moją ulubioną!) to instrukcja mówi o ujemnych punktach, oddawaniu zwierzątek i samych nieprzyjemnych rzeczach. My zgadzamy się co do jednego – jeśli złapałeś kozę za rogi, to już nikt ci jej nie odbierze! O ile tylko zgadzała się z wyrzuconymi na kostkach kolorami. Na początku jest dość prosto – jedna karta i dwie kości to tylko dwie możliwości – albo zwierzak się zgadza, albo wymyka się nam z rąk. Ale gdy stopniowo kart przybywa, przybywa wariantów, kombinacji i czasem trzeba już działać na dwie ręce. Potrzeba bystrego oka, skupienia i małych rączek, które zdołają się prześlizgnąć między palcami innej osoby. Bo farmerem jest każdy z nas, bo każdy chce uzbierać jak najpokaźniejszy inwentarz. Czasem więc zwierzaki szybują wysoko nad stołem i trzeba je łapać w locie. A czasem gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta… Odpuszczamy też zasadę, że zwierzę upuszczone nie należy do nas – jak chwycisz – jest twoje! Te niewielkie ustępstwa nie mają właściwie żadnego wpływu na grę, a dla wrażliwej trzylatki, której trzeba dać wygrać, są czasem kluczowe. Nie mniej jednak, gdy w Sylwestra do rozgrywki zasiadły trzy osoby – Majka, ja i Tata – iskry leciały, a Majka zafascynowana patrzyła na pojedynek rodzic kontra rodzic. Zapomniała nawet „być smutna, bo przegrała”. Z sylwestrowej rozgrywki wniosek jeden Fun Farm bawi nie tyko dzieci. A może wręcz rodziców bawi bardziej, bo są na równym poziomie i nie muszą się pilnować, żeby nie wygrywać zbyt często? Mogą po prostu kosić zwierzaki jak zboże? Sądzę jednak, że Majka dogoni nas w trymiga, bo jak się ćwiczy jakąś umiejętność, można dojść do perfekcji, a od jakiegoś czasu Fun Farm jest codziennie na stole – przynajmniej raz.
Oddaję więc głos Majce lat 3,3: „Lubię tą grę, bo jest o zwierzętach. I ma takie fajne miękkie zwierzaki, które można ściskać i przytulać. I one są takie GNIETNE – jak się je łapie, to się czuje, że się je ściska. Lubię ją, bo wiem, jakie kolory tam są. Bo ja tak naprawdę najmocniej lubię tę grę!”. She said everythings that matters.










Za polską wersję Fun Farm odpowiada Black Monk – dzięki Ci o mnichu!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...