Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 13 marca 2014

168.TAKA SOBIE BAJECZKA

 SYLVIA VANDEN HEEDE
„FELEK I TOLA”
(TŁ. JADWIGA JĘDRYAS)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2011
ILUSTROWAŁ THÉ TJONG-KHING

SYLVIA VANDEN HEEDE
„DO ZOBACZENIA, FELKU I TOLU”
(TŁ. JADWIGA JĘDRYAS)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2013
ILUSTROWAŁ THÉ TJONG-KHING

W wielkim lesie jest norka. W tej norce jest kuchnia, łazienka i dwa pokoje. W jednym jest salon, a w drugim stoją dwa łóżka. Te łóżka należą do lisa Felka i zajęczycy Toli. Czasem chodzą razem po lesie, czasem on przekopuje ogródek, codziennie Tola zajmuje się gotowaniem, a od czasu do czasu odwiedzają przyjaciela Henia. Henio jest puchaczem i mieszka po drugiej stronie płotu. I tak sobie żyją, Felek chrapie nocami, jest za gruby i Tola stara się go odchudzić, wypiekają pyszne ciasteczka, piją herbatkę i oglądają zmieniające się pory roku. To życie harmonijne, ale nie beztroskie. Bo przecież każdego z nas, nawet tego najszczęśliwszego, dopada czasem choroba, albo przesilenie zimowe, albo czkawka, której się nie da przestraszyć. Ale na chorobę Henio ma tajemniczą miksturę, po której śpi się kilkanaście godzin, na przesilenie zimowe wystarczy bałwan i bitwa na śnieżki, a czkawkę przepędza niespodziewany gość.
A najważniejsze, że Henio któregoś razu znajduje pod drzwiami jejka i zaprasza Tolę i Felka, żeby sobie to jejko zobaczyli. Okazuje się, że jejko jest jajkiem i że teraz puchacz Henio, w samym środku lasu, będzie wysiadywał owo jajko. A z tego jajka kilka stron później wyskoczy Pip... I potem już cała książka jest o Toli, Felku, Heniu i Pipie. O tym, że gdy ktoś wyzdrowieje, to można zrobić z tego powodu przyjęcie i ogon ozdobić kokardami, o tym, że lepsza jest własna Tola niż obca wiewiórka, o tym, że gdy się dokucza lisowi, to on się może obrazić i w końcu o tym, że Pip musi wyruszyć w świat. Ale gdy już wyrusza, to nagle Henio dostaje paczkę. A w tej paczce jajko i karteczkę od Pipa. I na tym jajku kończy się książeczka.
Tu dopadł nas ogromny smutek, bo się zżyliśmy z zajęczycą, lisem, puchaczem i kogutem. I z jajkiem nawet, choć tylko kilka stron było z nami.
Na szczęście na półce leżał tom drugi, więc od razu mogliśmy się dowiedzieć, że w jajku był drugi kurczak, co kiedyś tam będzie kogutem, a teraz nazywa się Jo, że w wielkim świecie Pip poznał Ko, że Ko jest kurą, ale łysą i że pewnego dnia pojawiają się w lesie i ni mniej ni więcej tylko zechcą zamieszkać z Heniem i Jo. Gorzej, że Jo chce mieszkać z Felkiem, Felek nie chce mieszkać z Jo, Tola może mieszkać z Jo, Henio chce mieszkać z Jo, ale nie chce mieszkać z Ko, a Ko pragnie mieszkać z Jo i Pipem. I jak zwykle Tola przychodzi na ratunek, rysując w zaciszu swej norki dom.
Przygody Felka i Toli są rekomendowane dla dzieci, które uczą się czytać (duża czcionka, świetne rozmieszczenie na stronie, fantastyczne rysunki, akcja sobie plumka, jak wesoły potoczek, ale nie rwie, jak rzeka, w której można się utopić, troszkę humoru, troszkę żartu i troszkę powtarzalności, co by dzieci miały na czym osiąść). I ci czytelnicy pewnie widzą książkę o zwierzątkach, które mieszkają sobie w lesie, mają różne przygody i perypetie, czasem się kłócą, czasem odchudzają, a czasem opalają, czasem gotują zupę, a czasem nie robią zupełnie nic. I też jest dobrze.
Ja czytam tę książkę pewnie inaczej, bo widzę adopcję i samotne rodzicielstwo(kurze jajko w lesie, wysiadywane przez puchacza), widzę krytykę stereotypowych ról przypisywanych kobiecie i mężczyźnie (rozdział o przekopywaniu ogródka i pieczeniu ciasta), widzę zazdrość (pani Kitka adorowana przez Henia i Felka), widzę porozumienie między dzieckiem a rodzicem i akceptację swojego dziecka takim, jakim jest (Pip mówi tylko jedno słowo „ko”, a Henio zawsze doskonale i bezbłędnie wie, co Pip chce powiedzieć), widzę przerażenie i zmęczenie rodzicielstwem (Felek, który chowa się do szafy przed Jo, który zbyt wcześnie wstaje), widzę niskie poczucie własnej wartości, sięgające daleko i głęboko wstecz (Ko wyrywająca sobie pióra), widzę usilne starania by się zmienić, po to, aby ktoś kochał nas bez granic (sprzątająca Ko i uczący się piać Pip) i mnóstwo, mnóstwo tego typu rzeczy – mocnych, mądrych, ważnych, nie zawsze prostych.
Ale to przecież tylko taka sobie bajeczka o zwierzątkach, które gotują zupę, lepią bałwana, opalają się, a czasem nawet nic nie robią... I też jest dobrze.










[A już za chwilę, za moment, za parę mrugnięć powiekami „Felek i Tola na wyspie"]

2 komentarze:

  1. Moje dzieciaki są zachwycone Felkiem i Tolą. Już poluję na trzeci tom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie mogę się go doczekać :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...