Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

czwartek, 25 lutego 2016

306. ELEMENTARZ Z ALĄ



CZESŁAW JANCZARSKI
„JAK WOJTEK ZOSTAŁ STRAŻAKIEM”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁA MARIANNA SZTYMA

ALINA I CZESŁAW CENTKIEWICZOWIE
„ZACZAROWANA ZAGRODA”
NASZA KSIĘGARNIA, WARSZAWA 2016
ILUSTROWAŁA AGNIESZKA ŻELEWSKA

Majka woli kreskówki z mojego dzieciństwa, niż te współczesne. Jeśli trzymam w jednej ręce „Tajemnice Wiklinowej Zatoki” a w drugiej „Krainę lodu” to mogę być pewna, że wybierze rok 1984. Ostatnio zaczęłam rozmawiać z Tatą Majki o tym, czy to nie jest tak, że ja i on wysyłamy jakiś przekaz podprogowy. Nieświadomy także dla nas samych. Takie „wybierz lewą!”, którym to zaklęciem zaklina się gdzieś w głowie. Bo to nasze dzieciństwo, nasz „raj utracony”, nasz chleb z cukrem, bazy, podrapane kolana i wieczorynka o 19, na którą czekało się cały dzień. To coś, co było/chyba ciągle jest/ kawałkiem nas samych. Dlatego tak bardzo chcemy, żeby ona też pokochała bohaterów naszego dzieciństwa.
Po części ta sytuacja przekłada się na książki. Na wszelkie wydania „z tymi samymi rysunkami”, które wyszukuje się w antykwariatach (albo kupuje czasem z bajońskie sumy na portalach aukcyjnych). Na „Elementarz”, bo jak go nie będzie, to nie ma przecież szans, by nauczyć się literek. I jak nie będzie Ali, to jak opanować A literkę? To oczywiście można drążyć psychologiczną łopatką – jeśli miało się szczęśliwe dzieciństwo, chce się do niego wracać i wierzy się, że to, co nas ukształtowało jest dobre dla następnych pokoleń. Bla, bla, bla.
Oczywiście, że „Ala ma kota” to najważniejsze zdanie „Elementarza” Falskiego (którego nota bene nie było w pierwszym wydaniu…), że Lassie zawsze wraca, a pies jeździ koleją i to jak synonim 100%, że najpiękniejsze rude włosy ma Ania z Zielonego Wzgórza i że „Im bardziej prószy śnieg, tym bardziej sypie śnieg” (źródło cytatu jest oczywiste i w oczywistym tłumaczeniu - nie będę się ośmieszać przytaczając je).
Nie mniej jednak bohaterowie z lat dziecięcych, są już dorośli. Czasem starzy. Mówią językiem niezrozumiałym, mają przestarzałe poglądy na świat, zabawy i obowiązki (ostatnio dziesięcioletni syn koleżanki zastanawiał się, czytając „Chłopców z placu broni”, po co zbierać kit?).
Jak zaradzić, jak wyjść z impasu, jak znaleźć środek złoty, nie pozłacany?
Nasza Księgarnia wpadła na świetny pomysł. Wyciągnęła z dna szafy te wszystkie Szewczyki Dratewki, czarne owieczki, Wojtków, co marzą, by być strażakami i pingwiny, które pewien profesor zamknął w lodowej zagrodzie i dała im nowe ubrania. Współczesne. Piękne. Niebanalne. Oczywiście takich zabiegów jest tysiące. Kolejny Brzechwa w koszmarnej oprawie komputerowych obrazków, twory grafików, nie ilustratorów, tysięczne wydania tej samej literatury. Ale Nasza Księgarnia postawiła na jakość. Zaprosiła do współpracy ludzi pasją, z sercem, z pojęciem o technice, z pobrudzonymi od kredek/farb/kleju palcami. Takich, którzy na pewno przed zilustrowaniem książki ją czytają i zastanawiają się, jak zakomponować stronę, jak wydobyć z bohaterów istotne cechy pociągnięciem pędzla. Zaprosiła profesjonalistów, ilustratorów książek dla dzieci z doświadczeniem. Powstała bardzo dobra seria – dobra, bo piękna. A jak piękna, to i tekst zyskuje. Zyskuje nowych czytelników. Takich, którzy po latach będą szukać w internecie wydania „Zaczarowanej zagrody” z ilustracjami Żelewskiej i będą mieli przed oczami Wojtka Sztymy.

I choć akurat na czarną owieczkę Orłowskiej-Gabryś się nie zamieniam, to doskonałą Żelewską przyjmuję, jak swoją.  














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...