Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

wtorek, 2 lutego 2016

304. BEZ PODTEKSTÓW

AGNIESZKA HORUBAŁA
„STO NÓG STONOGI FRUZI”
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2015
ILUSTROWAŁA ZOSIA DZIERŻAWSKA

Niedzielna wycieczka. Mijamy fabrykę lodów. „To tak jak fabryka butów!” - krzyczy Majka tryumfalnie. Najpierw zaczynamy tłumaczyć coś o różnicy między butami a lodami, ale córka patrzy na nas zdziwiona. „No jak u Fruzi, fabryka butów!”. A no tak! Literatura, która wkracza w rzeczywistość…
Ale po kolei! Bo fabryka butów była prawie na końcu.
Fruzia jest stonogą. Taką sobie zwyczajną, co mieszka w pewnym niewielkim miasteczku, ma konwaliowe mydło, lubi gorące kakao, zapach maciejki i swój ogród. Ma pracę, którą bardzo uwielbia – robi na drutach skarpetki i sprzedaje je w przydomowym sklepiku. Skarpetek ma Fruzia całe mnóstwo, bo też na swoje sto nóg trochę ich potrzebuje. Butów natomiast ma tylko pięćdziesiąt par – po jednym na każdą nogę. Na jednej parze nosi trampki, na innej baleriny, na jeszcze innej mokasyny. Wyobrażam sobie, jak zmęczone musiały być jej nogi, gdy po całym dniu w różnych butach przychodziła w końcu do domu i mogła zdjąć całe sto, co do jednego! Najgorsze jednak było to, że Fruzia wybiera się w góry, a jak wiadomo, tam potrzeba butów wygodnych i mocnych, które uniosą właściciela na sam szczyt. Fruzia więc wybiera się do sklepu, żeby zakupić pięćdziesiąt par solidnych damskich traperów. Okazuje się jednak, że to nie takie proste i na zakupy będzie musiała poświęcić dużo więcej czasu, niż my, dwunożni, kiedykolwiek.
I fabryka butów, o której wspomniałam na początku, mogłaby się wydawać całkowitym kart odkryciem, zabawy odebraniem i zdradzeniem zakończenia, ale uspokajam, że ta historyjka kryje w sobie coś więcej.
Dawno nie czytałam tak bezpretensjonalnej książki dla Dzieci, tak pozbawionej moralizatorstwa, takiej zwykłej, ciepłej historyjki. Jest Fruzia, buty, kolorowe skarpety, zapach maciejki i czytanie w łóżku ulubionych książek. Nie ma podtekstów, nie ma zagadek, nie ma drugiego dnia. Ot taka sobie opowiastka o sympatycznej stonodze, która ujęła moją córkę. Jakoś się ostatnio przyzwyczaiłam do tego, że w większości dziecięcych książeczek przemyca się wiedzę. Że w innym wydaniu Fruzia trafiając do fabryki butów zaliczyłaby linię montażową i krótki kurs współczesnych technologii obuwniczych. A ona nie – poszła po prostu po buty, a nie po przyswajanie, notowanie, obserwację. Zaskoczyło mnie to i zaraz zaczęłam próbować wtłaczać wiedzę dodatkową, od siebie - „A wiesz ile nóg ma naprawdę stonoga?”*; „A policz ile owadów występuje w książce” (sprzedawczyni mrówka, sprzedawcy komar i świetlik, klientki ważka i biedronka, klient konik polny, szewc pająk, „informatorka” motyl, ochroniarz bąk, właścicielka pensjonatu stonka i rzesza postaci trzecioplanowych i tła). Ale szybko zrezygnowałam, poddając się niespiesznemu rytmowi opowieści i idealnie dobranym delikatnym rysunkom.
A Majka?
-O czym jest ta książka?
-O tym, że Fruzia szła do sklepu, a oni mówili „Co?! Ile?!” i mówili „Idźcie gdzieś tam, wtedy znajdziecie buty”. I Fruzia tam szła, gdzie kazali i tam spotkała stonogę drugą, pana Stonogę i zajmował dużo miejsca. Kupili w końcu buty!
-A podobała ci się książka?
-Podobała. Najbardziej, że wszystko było OK i że później wszystko skończyło się dobrze. I że już spała.
Dobranoc Fruziu.







*otóż jeśli ktoś chce wiedzieć to podobno zależy od gatunku i podobno od 30 do nawet 400.  

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię takie książki bez morału właśnie. Po prostu opowieści, dla samej przyjemności opowiadania. Ostatnio coraz mniej takich dla dzieci,a właściwie nie coraz mniej, ale po prostu jak na lekarstwo. Tej jeszcze nie znamy, ale chętnie byśmy przeczytały z Dziobaczką. Ma przepiękne ilustrację co na mnie zawsze bardzo mocno działa :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...