657. NIECZĘSTO CZYTAM O ZDARDZIE


MICHELLE HARRISON
„SZCZYPTA MAGII”
(TŁ. ŁUKASZ MAŁECKI)
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2020

„Wszystko sprowadza się do jednej rzeczy: do niewinności. (…) Właśnie tego dla ciebie chciałam, choćby na chwilę dłużej, żeby ta klątwa nie była pierwszą rzeczą, o jakiej myślisz po przebudzeniu i ostatnią tuż przed zaśnięciem. Bo kiedy już o niej wiesz, to koniec. - Zaszkliły jej się oczy. - Nie będzie niczego innego.” Takie słowa kieruje Fliss, najstarsza siostra Wspaczna do swojej siostry Betty. Czy może być bardziej nierzeczywiste słowo niż klątwa? Chyba tylko magia, ale to drugie też padnie już za chwilę…
Trzy siostry, półsieroty – Fliss, Betty i Charlie, wychowuje babka, zwana przez nich Bunią. Mieszkają na wyspie Skrucha, Bunia prowadzi pub, w którym wnuczki pomagają. Mama dziewczynek nie żyje, a ojciec siedzi w więzieniu. Więzienie kładzie się cieniem na całej wyspie. Wznosi się wysoką wieżą Wronoskału wysoko ponad każdy jeden budynek na Skrusze. Prawie każdy, kto mieszka na wyspie, ma kogoś w tym strasznym miejscu. Skrucha jest przesiąknięta bólem, strachem, żalem. Dlatego Betty tak bardzo nienawidzi tego miejsca. Chciałaby podróżować! Uwielbia rozkładać mapę i wyobrażać sobie, jak daleko można uciec od Skruchy! Nigdy nie wyjeżdżała nawet na sąsiednią wyspę i na myśl o tym, by wypłynąć choćby tam, cała aż drży. W Halloween obmyśla doskonały plan, który pozwoli jej i Charlie pobawić się na festynie niedaleko od Skruchy. Ale babcia odnajduje je zanim wypłyną za daleko. Sprowadza je z powrotem do gospody i w końcu wyjawia im straszną prawdę – kobiety w rody Wspacznych nigdy nie będą mogły oddalić się od Wronoskału. W przeciwnym razie czeka je śmierć. Wiele próbowało – żadnej nigdy nie udało się zdjąć klątwy! A magia? Jej szczypta dostaje się w darze każdej Wspacznej w chwili ukończenia szesnastego roku życia – każda dostaje magiczny przedmiot: sakwy, dzięki którym można przemieszczać się z miejsca na miejsce, lusterko, po spojrzeniu w które można zobaczyć dowolną osobę, o jakiej się pomyśli lub matrioszki, które mogą uczynić właścicielkę niewidzialną. Cóż znaczy jednak szczypta magii wobec ogromu klątwy, jaka na nich ciąży? Dziewczęta nie poddają się jednak, nie umiejąc zaakceptować swojego losu. Zrobią wszystko, żeby odwrócić swój los. Nawet włamią się do wieży Wronoskału. W więzieniu siedzi bowiem młody chłopak, który twierdzi, że wie, jak zdjąć klątwę. W zamian muszą tylko wyciągnąć go z więzienia… Ale jak to w bajkach bywa, nie wszystko idzie tak, jak powinno. Czy jednak naznaczone siostry mogą liczyć na bajkowe zakończenie?

Rzadko czytam o zemście. Często o miłości, zdradzie, kłamstwie, przyjaźni, ale o zemście nie. A tu to temat przewodni. Zemsta w tej książce jest okrutna. Ale sprawiedliwa. Rozumiem ją. Usprawiedliwiam. Kibicuję siostrom Wspacznym, bo je polubiłam. Ale kibicuję im też dlatego, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Żeby zadośćuczynić dziewczynie, którą zabiły ludzkie uprzedzenia, niechęć do inności.

To książka, w której bardzo dużo się dzieje. Autorka drażni czytelnika, stawiając na drodze sióstr coraz to nowe przeszkody. Patrzy czytelnikowi w oczy i sprawdza: „czytasz dalej, czy zbyt się martwisz?”, „czytasz dalej, czy tego już dla ciebie za wiele?”. Pozwala Wspacznym tylko na krótkie oddechy, żeby nabrały potrzebnych sił i znów w nie uderza – kolejny pechowy krok, zła decyzja, pomylone słowa… Niby wiem, że te wszystkie przeciwności losu były potrzebne, żeby czytelnik czytał do białego rana. Niby wiem, że bez tego pecha sióstr Wspacznych w ogóle nie byłoby tej książki, ale tak bardzo się o nie bałam, że chyba pozwoliłabym Michelle Harrison zrezygnować z gnębienia ich. Czy na pewno pozwoliłabym? Tak, nie, nie wiem… Bo gdyby autorka nie wymyśliła dla sióstr tej klątwy, gdyby pozwoliła ominąć choć jedną przeszkodę, byłabym spokojniejsza (o jeden siwy włos mniej na mojej głowie!). Ale gdyby pozwoliła, to nie czytałabym z takim zapałem, zaparciem, zachwytem. Nie przewracałabym stron tak szybko, by dowiedzieć się, czy są całe i zdrowe, czy zdjęły klątwę ze swojego rodu, kim jest Sorsha Ciernioczar i czy naprawdę można uciec z wieży Wronoskału. Co prawda nie weszłam w tę historię od razu. Potrzebowałam rozbiegu. Ale potem już wskoczyłam na główkę i nurkowałam w niej do ostatniej strony. Nie zwracając uwagi na uciekające godziny.

Mam wciąż wątpliwości do do tłumaczenia nazw własnych w tej książce. Autorka mówi, że na nazwisko sióstr Wspacznych natknęła się, czytając o wiedźmach – znalazła słowo „widdershins”, które oznacza „iść w złą stronę” lub „podążać w stronę odwrotną do ruchu wskazówek zegara”. Och, jak pięknie brzmi „Widdershins” a jak płasko „Wspaczne”! Ale… Z drugiej strony Łukaszowi Małeckiemu należą się wielkie brawa za to tłumaczenie, za jego w-punkt-trafienie! Za oddanie grozy nazwą „Wronoskał” i beznadziei „Skruchą”, „Udręką” i „Lamentem”. No i Sorsha Ciernioczar… To już jest jak najpiękniejsza melodia!

Skrótem: książka o zdradzie i klątwie rzuconej na kobiety z rodu Wspacznych. Pełna przygód, choć nie takich, jakie chciałoby się przeżywać razem z bohaterkami. Raczej tych, o których śni się w najgorszych koszmarach. Doprawiona magią. Świetny pomysł autorki, by tę magię zakląć w przedmiotach codziennego użytku. Książka również o sile siostrzanej miłości. Nie można przestać czytać, póki nie dotrze się do końca.

Komentarze