Duża (marpil) i Mała (Majka) w świecie, gdzie nawet literatura jest piękniejsza...

środa, 24 czerwca 2015

272. Z CYKLU: DZIECKO W GARNKU (1)

DAGMAR VON CRAMM
„WIELKIE GOTOWANIE NA ULICY CZEREŚNIOWEJ”
(TŁ. ANNA GAMROTH)
DWIE SIOSTRY, WARSZAWA 2015
ILUSTROWAŁA ROTRAUT SUSANNE BERNER

Majka uwielbia gotować. Nawet gotowanie makaronu (czytaj: nalewanie wody, wsypywanie soli, wrzucenie nitek na wrzątek) musi obserwować ze stołeczka, postawionego tuż tuż przy kuchence.
Majka obiera marchewki i ziemniaki.
Majka rozbija jajka.
Majka kroi (truskawki, cukinię, pieczarki…)
Nie odmierza składników, bo nie zna cyferek.
Nie czyta przepisów, bo z literek tylko A, B, C i M, więc nawet nie mąka…
Po to ja jestem w kuchni. I do gorącego, bo jeszcze blachy do piekarnika nie wstawia – nie ufam jej koordynacji ruchowej na tyle…
Ale jest w kuchni. Wciąż, nagminnie. Więc są z nami książki kucharskie.
Lubię te dla Dzieci, bo są proste, przejrzyste, bo wyznaczają Dzieciom BARDZO WAŻNE ZADANIA. Poza tym co innego mieć swoją własną książkę kucharską, a co innego zerkać przez ramię w te dorosłe.

„Wielkie gotowanie na ulicy Czereśniowej” ujęło mnie kilkoma rzeczami. Ale zacznę od konkluzji – jeść musi każdy. Dagmar von Cramm we wstępie zastanawia się, co na co dzień robią mieszkańcy Czereśniowej – poza kartami książek, na których zostali zatrzymani w biegu, wycięci z rzeczywistości i przeniesieni między okładki. Robią dokładnie to samo, co każdy z nas – żyją. A żeby żyć, trzeba się odżywiać. A więc gotować, smażyć, piec… Każdy czereśniowianin lubi co innego, każdy ma popisowe dania – zupełnie jak w życiu, bo ja wolę ser żółty, a Majka pleśniowy.
To jest w tej książce piękne – bo jednocześnie odczarowuje jedzenie, przybliża je, w zasięg małej ręki podsuwa gotowanie – skoro gotuje każdy, nawet Ania z Czereśniowej, to czemu nie ja? A z drugiej robi z kucharzenia świetna przygodę. Bo skoro Pola z Zosią – te z KSIĄŻKI – gotują, to chyba to jest coś, czego warto spróbować...
A inne plusy dodatnie?
Mogłabym napisać tylko „czereśniowa” i to by wystarczyło, ale jest ich jeszcze kilka:
+sezonowość!
Książka jest podzielona na pory roku i w zgodzie z naturą, jej cyklami. Wiosną proponuje szparagi, latem pomidory i lassi na słodko, jesienią nadziewane grzyby i pieczoną dynię, a na zimę poncz dla dzieci.
+wariantowość!
Zosia najbardziej lubi naleśniki z truskawkami, Tomek z pomidorami, a Timmy z cukrem i cynamonem. Nie trzeba się ograniczać, można jeść to, co się lubi, eksperymentować, sprawdzać, szukać, słone zamieniać na słodkie i odwrotnie. A sałatka ziemniaczana daje nieskończenie wiele możliwości!
+”złotoradność”
jak się przygotować do gotowania, czym wydrylować wiśnie, jak ubić śmietanę na sztywno, jak umyć owoce i warzywa i co najważniejsze – jak pokroić cebulę i się nie popłakać - wszystko tu jest! Złote rady zawsze w cenie!
+bonusowość

Szablony do dekoracji kawy? Własna książka kucharska? Klajster z ziemniaków? Poduszka z pestek wiśni? To też tu jest… Niby od kuchni dalekie, bo co z gotowaniem ma wspólnego „tuba z deszczem”? Ale to pokazuje, że kuchnia może się rozprzestrzeniać na cały dom…  





1 komentarz:

  1. Już myślałam, że nie sięgnę po książki z mieszkańcami Ulicy Czereśniowej, że wystarczą trzy które mamy, a tu taki psikus. Ciekawa, podoba mi się ,a dziecko będzie zachwycone.....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za słowa do prywatnej kolekcji...