Posty

46.BLW CZYLI BĄDŹMY LUDŹMI WIARY

Obraz
GILL RAPLEY, TRACEY MURKETT „ BOBAS LUBI WYBÓR” (TŁ.ANNA SEKUŁA, ANNA ROGOZIŃSKA, ANNA ZDROJEWSKA-ŻYWIECKA) MAMANIA, WARSZAWA 2011 GILL RAPLEY, TRACEY MURKETT „ BOBAS LUBI WYBÓR. KSIĄŻKA KUCHARSKA” (TŁ. ANNA ROGOZIŃSKA, ANNA ROSIAK, KAROLINA ULACHA, RENATA BIAŁAS) MAMANIA, WARSZAWA 2012 Już nie pamiętam, skąd wiem o BLW. Zaczęłam się interesować rozszerzaniem diety niemowląt już jakiś czas temu, przestraszona tabelami odżywczymi i smakiem „słoiczków”, które ponoć nie mają smaku. Najpierw trafiła do mnie książka kucharska, wygrana w konkursie. Potem zdobyłam już egzemplarz książki o samej metodzie, jej założeniach, zaletach, wadach i trudnościach. Pochłonęłam, przyklejając mnóstwo kartkopamiętaczy i notując to, co było dla mnie ważne. Spojrzałam na Majkę i zadecydowałam: „Próbujemy!”. Nie chcę tu opisywać metody – jest na tyle kontrowersyjna i na tyle „modna”, że można o niej usłyszeć wszędzie. Ja proponuję parę słów, moich prywatnych: Najważniej...

45. JAZDA WÓZKIEM WIDŁOWYM

Obraz
ERLEND LOE „KURT I RYBA” (TŁ. HELENA GARCZYŃSKA) ENE DUE RABE, GDAŃSK 2012 I LUSTROWAŁ KIM HIORTHØY Erlenda Loe znam z dorosłych książek. W „Dopplerze” zakochałam się po uszy. W „Muleum” utknęłam po pas – ale nie jak w bagnie, a w kąpieli błotnej o dobroczynnym działaniu. Ale „Kurt i ryba” to moja miłość do samego czubka głowy! Kurt jest kierowcą wózka widłowego. Ma wąsy, dziwnego szefa, który mówi wysokim głosem, żonę Anna-Lizę, trójkę dzieci – Chudą Helenę, Małego Kurta i Buda, a jego wózek widłowy ma kolor żółty. Kurt lubi swoją pracę, spełnia się w niej i czerpie z niej przyjemność. Lubi jeździć swoim wózkiem tam i z powrotem po nabrzeżu i przewozić towar, który przypłynął wielkimi statkami do magazynu, pod dach. Pewnego dnia spotyka go dość nieoczekiwana sytuacja – na nabrzeżu znajduje ogromną rybę – nie powinno tam być takiego ładunku, ryba staje się problemem, więc szef pozwala Kurtowi zabrać ją do domu. To staje się bodźcem do zmiany swojego życia – swojeg...

44. CYRK CZYLI GRAJ PIĘKNY CYGANIE

Obraz
WOJCIECH ŻUKROWSKI „PORWANIE W TIUTIURLISTANIE” BABARYBA, WARSZAWA 2010 ILUSTROWAŁ PAWEŁ KŁUDKIEWICZ [ Babaryba stawia na dwa końce kija – z jednej są ukochane książki z dzieciństwa, z drugiej premiery, które wprawiają w zdumienie] W mojej głowie mieszka gdzieś na dnie ten tytuł. Spał do tej pory, bo nie przypominam sobie, żebym czytała książkę Żukrowskiego. Gdzieś na wewnętrznej stronie powiek jakieś sceny z filmu rysunkowego, jakiś kogut, jakiś kot... Ale nic pewnego, nic nie wiem na pewno. I kolejny raz padam na kolana przed Babarybą, bo dała mi coś pięknego, coś niepowtarzalnego. Wyjątkowego. A jeśli ja jestem zachwycona, to liczę na to, że Majka kiedyś też będzie – tym bardziej, że już teraz się zasłuchała w ten tekst, który płynie jak srebrzysta woda. To historia kota Mysibrata Miauczury, lisicy Chytraski i koguta Pypcia. Ta wspaniała trójka wędruje po świecie – każdy z nich ma za sobą jakieś ciężkie przeżycie. Nie wiadomo, jak się spotkali, co sprawiło, że...

43....BO FANTAZJA JEST OD TEGO...

Obraz
HERVE TULLET „TURLUTUTU A KUKU, TO JA!” (TŁ. MARTA TYCHMANOWICZ) BABARYBA, WARSZAWA 2012 ILUSTROWAŁ HERVE TULLET [ Babaryba stawia na dwa końce kija – z jednej są ukochane książki z dzieciństwa, z drugiej premiery, które wprawiają w zdumienie] Przyznaję, że podchodziłam do tej książki nieufnie. Obchodziłam ją dookoła, obwąchiwałam, dotykałam okładki i jakoś bałam się zajrzeć do środka. Bo na okładce jest jakiś dziwny stwór – jakieś oko w koronie, w tunice (?) z drugim okiem... (już nawet gdy to piszę brzmi dziwnie). A druga sprawa to fakt, że mam rozpadający się telefon – ten sam od dziewięciu lat, a on dzwoni i wysyła sms i to wszystkie funkcje, jakich w nim używam. A tu we wszelakich recenzjach książek Tulleta czytam „iPad, tablet, komputer”. No przeraziłam się i odwróciłam na pięcie od tej książki, choć ciągle mnie intrygowała – jak z horrorami, które ogląda się jednym okiem spod kołdry... Jakież szczęście nieprzyzwoite wręcz, że w moje rączki dostała się ta...

42.PO ŁZACH ZAWSZE UŚMIECH

Obraz
ZBIGNIEW LENGREN „GAŁGANKOWY SKARB” BABARYBA, WARSZAWA 2010 ILUSTROWAŁ ZBIGNIEW LENGREN [ Babaryba stawia na dwa końce kija – z jednej są ukochane książki z dzieciństwa, z drugiej premiery, które wprawiają w zdumienie] Lubię wiersze. Wierszę czyta się prosto, rytmicznie, dzieją się same, bez naszego udziału. Gdy czyta się wiersz Dziecku, to w człowieku budzi się aktor i bez trudu zmienia głosy, pędzi za tekstem, albo wolno jak żółw wdrapuje się na jego wierzchołek – zależy, jak autor dyktuje. Ten aktor nie zna tremy i jest tak przekonujący, że Dziecko śmieje się w głos. I za wierszami idzie się jak w dym. Ale tylko za tymi dobrymi, za tymi, które można czytać po wielokroć i nigdy się nie nudzą, za tymi, które bawią babcie, matki, a na samym końcu córki. I mają jeszcze szansę bawić kilka pokoleń naprzód, tych, które jeszcze się nie urodziły. Do takich wierszy należy „Gałgankowy skarb”. Wierszyk o dziewczynce, która zgubiła ulubioną lalkę. I dziewczynka płacze, bo dl...

41.SMOK TYLKO MÓJ (CHOTOMSKA Z LUTCZYNEM CZYLI TO MUSI SIĘ UDAĆ!)

Obraz
WANDA CHOTOMSKA „SMOK ZE SMOCZEJ JAMY” BABARYBA, WARSZAWA 2011 ILUSTROWAŁ EDWARD LUTCZYN [ Babaryba stawia na dwa końce kija – z jednej są ukochane książki z dzieciństwa, z drugiej premiery, które wprawiają w zdumienie] Gdybym na szybko, zbudzona ze snu miała rzucić nazwisko jednego, jedynego ilustratora – byłby to Lutczyn. Ci, których dzieciństwo przypadało na lata osiemdziesiąte, pewnie tak samo, jak ja, wyszarpnięci z ramion Morfeusza, powiedzieliby to samo. Kiedyś był wszędzie, było go dużo i był rozpoznawalny – nie tylko jego ogromne, sumiaste wąsy, ale też kreska – niepowtarzalna i znajoma. Z zapałem przerysowywałam jego ilustracje do specjalnego zeszytu, w którym były „moje” rysunki. Wydawały się takie proste, takie niewymagające. Ale zawsze się okazywało, że ja tak nie potrafię, że oko wyszło krzywo, że głowa za duża, że z kota zrobił się pies. A on, pokazywany w telewizji, w kilka chwil, w kilka maźnięć mazakiem, wyczarowywał czyjś portret, albo scenkę rod...

40.PO ANGIELSKU

Obraz
HEINZ JANISCH „PAN JAROMIR NA TROPIE KLEJNOTÓW.POWIEŚĆ DETEKTYWISTYCZNA” (TŁ. JOANNA BORYCKA-ZAKRZEWSKA) BONA, KRAKÓW 2013 ILUSTROWAŁA UTE KRAUSE [Królowa Bona otworzyła Polskę na świat, Bona otwiera Polskę na niesłusznie zapomniane książki] „You are a cat. I am a dog. This is a house. What time is it?” - pyta Pan Jaromir Miss Snowflake... A Miss Snowflake nie odpowiada i z wyższością odwraca głowę. A Pan Jaromir chciał tylko poćwiczyć angielski na rodowitej Angielce. Nie udało się, bo Pan Jaromir to zaledwie asystent, a Miss Snowflake jest złotą medalistką... Ale po kolei... Pan Jaromir dostał informację o posadzie wiernego towarzysza od przyjaciół. Poszedł na rozmowę do lorda Hubera z wielką nadzieją. Miał numer trzydziesty siódmy, ale zdyskwalifikował trzydziestu sześciu poprzednich kandydatów i niewiadomą liczbę kolejnych kilkoma rzeczami – tym, że nie boi się niczego innego niż tego, iż podczas jego snu wyląduje na nim UFO; tym, że doskonali wciąż porozu...